Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 lipca 2016

#55. "Życie i śmierć" - Stephenie Meyer

Pamiętam jak sięgnęłam po „Zmierzch” jakoś na początku gimnazjum. Chorowałam i przez tydzień pochłonęłam całe cztery części. Ba, nawet wtedy wiedziałam, że nie jest to literatura wysokich lotów ani nawet szczególnie dobra, ale nie można powiedzieć, że nie wciąga.
Po tym jak dowiedziałam się, że autorka napisała remake pierwszej części serii z ciekawości postanowiłam, że sięgnę. Akurat niedawno natrafiłam na nią w bibliotece, więc zapraszam do zapoznania się z moją opinią na temat tej książki :)

źródło

czwartek, 9 czerwca 2016

#47. "Zawsze stanę przy tobie" - Gayle Forman


Bardzo lubię Gayle Forman, ale jej ostatnia książka – „Byłam tu” – zupełnie mnie zawiodła. Była nijaka, miałka i właściwie o niczym. Gdyby zrobiła z tego opowiadanie czy nowelkę było by o wiele lepiej. Dlatego z ostrożnością podeszłam do tej książki.


Brit jest niepokorna i czasami pakuje się w kłopoty. Mimo to nie może zrozumieć, dlaczego ojciec i macocha oddają ją do Red Rock, ośrodka terapeutycznego, gdzie rzekomo leczy się zbuntowane nastolatki. Teraz jej życie spoczywa w rękach terapeutek o niedostatecznych kwalifikacjach, twardziela Szeryfa oraz okrutnej psycholog.
Nikt nie zdoła przetrwać samotnie - lecz komu zaufać w miejscu, gdzie nagradzane jest donoszenie na koleżanki? Na szczęście Brit poznaje V, Bebe, Marthę oraz Cassie - cztery dziewczyny, dzięki którym może uda jej się nie oszaleć. Razem starają się zachować zdrowy rozsądek, by życie w Red Rock nie zmieniło się w ostateczny koszmar.

źródło opisu: http://nk.com.pl/
źródło okładki: http://nk.com.pl/


środa, 18 maja 2016

#38. "Bezsenność" - Stephen King

Uwielbiam Stephena Kinga za jego książki, w których zakochałam się mając o wiele mniej lat niż powinnam, aby je czytać. Podkradałam je rodzicom z biblioteczki, a pierwszą książką, jaką przeczytałam było „Dallas’ 63”. „Bezsenność” polecił mi przyjaciel, który jest chyba największym fanem, jakiego znam i jego entuzjazm mnie zaraził. 

Tytuł: „Bezsenność”
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2014
Ilość stron: 616


piątek, 6 maja 2016

#35. "Korona"/"The Crown" - Kiera Cass

Zaraz po angielskiej premierze „The Crown”, czyli ostatniej (mam taką nadzieję, że autorka zamknąwszy tą duologię o Eadlyn, już skończy) książce z serii „Rywalki” natknęłam się na nią w mojej anglojęzycznej bibliotece, co było dla mnie nie małym szokiem i od razu ją wzięłam. Okładka i doklejona głowa Eadlyn wygląda tak paskudnie jak na ekranie, więc nie robiłam zdjęć. Mimo tej okładki, zainwestuję w polską „Koronę”, bo mam całą serię na półce, a ja nie lubię zostawiać porzuconej, i dlatego, że… bardzo mi się podobała i ze zniecierpliwieniem czekam na to, by porównać polski przekład z oryginałem.

Ta recenzja – szumnie nazywam to recenzją, choć zapewne będzie to chaos i słowotok, wybaczcie, ale skończyłam ją dzisiaj w nocy i nie mogę się doczekać, by podzielić się z wami moimi odczuciami – może zawierać w sobie spojlery odnośnie zakończenia „Następczyni”, więc wchodzisz na własną odpowiedzialność.

źródło


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

#30. "Konkurs" - Julie Murphy



Tytuł: „Konkurs”
Autor: Julie Murphy
Data wydania: 8 września 2015
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 304


Książka ta rzuciła mi się w oczy w bibliotece, a jako że pamiętałam o wielkim szumie, jaki krótko po premierze zagościł na blogach, postanowiłam sama przekonać, jak to jest z tą Willowdean i „Konkursem”.


piątek, 1 kwietnia 2016

sobota, 26 marca 2016

#24. "Rzeźnia numer 5" - Kurt Vonnegut



Tytuł: "Rzeźnia numer 5"
Autor: Kurt Vonnegut
Data wydania: 15 marca 2013
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 257





Kurt Vonnegut jest uznanym mistrzem czarnego humoru, ale w tej – może najważniejszej, najbardziej osobistej powieści swojego życia – nie musiał nic wymyślać. Jako Amerykanin niemieckiego pochodzenia walczył w drugiej wojnie światowej z Niemcami i wzięty do niewoli przeżył straszliwe bombardowanie Drezna.

Billy Pilgrim , amerykański żołnierz schwytany przez Niemców podczas ofensywy w Ardenach w 1944 roku, trafia do obozu jenieckiego. Następnie zostaje przeniesiony do Drezna, gdzie jest przetrzymywany w tytułowej rzeźni. Wraz z niewielką grupką więźniów i żołnierzy ukrywa się przed spadającymi bombami w podziemnej chłodni. Jako jeden z nielicznych wychodzi cało z bombardowania miasta. (opis wydawnictwa)


wtorek, 22 marca 2016

#23. "Historie o zwykłym szaleństwie" - Charles Bukowski


Tytuł:  "Historie o zwykłym szaleństwie"
Autor: Charles Bukowski
Data wydania: 22 października 2015
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 300



Niepublikowane w Polsce opowiadania Charlesa Bukowskiego!

Nikt tak jak Charles Bukowski nie potrafi zręcznie przeplatać kultury wysokiej z niską. Mieszając prostytucję z filozofią Kanta, przechodząc od rozpaczy do muzyki klasycznej, „stary świntuch” tworzy własną, współczesną dystopię. Nie inaczej jest w przypadku nowych, niepublikowanych w Polsce opowiadań. Cięte a zarazem delikatne, humorystyczne lecz niepokojące sceny z życia amerykańskiego półświatka to proza Bukowskiego w najlepszym wydaniu — gorącokrwista, pełna skrajności i do bólu realistyczna.

Historie o zwykłym szaleństwie pochodzą z najlepszego okresu twórczości pisarza (początek lat 70.), w którym Bukowski stworzył również — znane polskiemu czytelnikowi — teksty, wchodzące w skład tomu Najpiękniejsza dziewczyna w mieście.

„Od czasów George’a Orwella nikt tak świetnie nie pisał o byciu na dnie” — New York Times

„Tekst chwyta czytelnika za frak i potrząsa nim tak, że grzechoczą mu zęby” — The Times


środa, 16 marca 2016

#22. "Układ" - Elle Kennedy




Tytuł: "Układ"
Autor: Elle Kennedy
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 29 lutego 2016
Ilość stron: 464


Ona ma właśnie pójść na pewien układ z niegrzecznym studentem…

Hannah Wells w końcu znalazła chłopaka, który rozbudził jej namiętność. Wydaje się, że ta dziewczyna jest pewna siebie w każdym aspekcie życia… ale jeśli chodzi o seks i uwodzenie okazuje się, że ciągnie za sobą dotkliwy bagaż doświadczeń. Żeby zwrócić uwagę swojego wybranka, będzie musiała porzucić kokon bezpieczeństwa i sprawić, by to on się nią zainteresował. By osiągnąć swój cel, gotowa jest pójść na pewien układ i w zamian za udzielenie korków nieznośnemu, wkurzającemu i zadufanemu w sobie kapitanowi drużyny hokejowej, idzie na fałszywa randkę…

On dla kariery sportowej ma zamiar przyjąć od pewnej dziewczyny niemoralną propozycję…

Garrett Graham od zawsze marzył o zawodowej karierze w hokeju, ale gdy średnia jego ocen gwałtownie spada, wszystko na co tak ciężko pracował do tej pory, staje pod znakiem zapytania. Decyduje się pomóc pewnej brunetce z ciętym językiem wzbudzić zazdrość w innym chłopaku, bo w zamian za to może zabezpieczyć swoją pozycję w drużynie. Ale jeden nieoczekiwany pocałunek rozpala żar dwojga ciał i Garrett szybko uświadamia sobie, że udawanie nie wchodzi w grę. Musi teraz przekonać Hannah, że mężczyzna o którym marzy, wygląda dokładnie tak jak on… (opis wydawnictwa)



poniedziałek, 14 marca 2016

#21. "Światło którego nie widać" - Anthony Doerr



Tytuł: "Światło, którego nie widać"
Autor: Anthony Doerr
Data wydania: 23 września 2015
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 640


Marie-Laure mieszka wraz z ojcem w Paryżu, jako sześciolatka traci wzrok i odtąd uczy się poznawać świat przez dotyk i słuch. 
Pięćset kilometrów na północny wschód od Paryża w Zagłębiu Ruhry mieszka Werner Pfennig, który jako mały chłopiec stracił rodziców. Podczas jednej z zabaw Werner znajduje zepsute radio, naprawia je i wkrótce staje się ekspertem w budowaniu i naprawianiu radioodbiorników. Odtąd Werner poznaje świat, słuchając radia.

Kiedy hitlerowcy wkraczają do Paryża, dwunastoletnia Marie-Laure i jej ojciec uciekają do miasteczka Saint-Malo w Bretanii.

Werner Pfennig trafia tam kilka lat później. Służy w elitarnym oddziale żołnierzy, który zajmuje się namierzaniem wrogich transmisji radiowych. Podczas nalotu aliantów na Saint-Malo losy tej dwójki splatają się…  (opis i okładka z wydawnictwa)



sobota, 27 lutego 2016

#18. "November Nine"/"Dziewiąty listopada" - Colleen Hoover



Okładka książki November Nine
z goodreads.com
Tytuł: November nine
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Atria Books
Data wydania: 10 listopada 2015
Ilość stron: 320


This is a love story between a guy (me) and a girl (Fallon).
I think.
Can it even be considered a love story if it doesn’t end with love?
Mysteries end when the mystery is solved.
Biographies end when the life story has been told.
Love stories should end with love, right?
Maybe I’m wrong, then. Maybe this isn’t a love story. If you ask me…I’d say this might even be considered a tragedy.
Whatever it is—however it ends—I promised I would tell it. So without further ado.
Once upon a time…I met a girl.
THE girl.
 (z goodreads.com)



Natknęłam się na tą książkę podczas wędrówki po pewnej anglojęzycznej bibliotece i nie mogłam przejść koło niej obojętnie. W końcu to Colleen Hoover! :) Udowadnia, że można pisać o miłości dla młodzieży, co więcej można pisać o niej z przesłaniem i wrażliwością. Czytałam wszystkie jej książki wydane do tej pory w Polsce, a także dodatki i „Confess” po angielsku, i z każdą jej książką kocham ją coraz bardziej. Jest jedną z niewielu autorek młodzieżówek, po których książki sięgam w ciemno.

                Fallon jest młodą kobietą, córką znanego aktora. Mając szesnaście lat o mało co nie zginęła w pożarze willi swojego ojca, co pozostawiło na jej ciele wiele widocznych blizn i tym samym przekreśliło aktorską karierę. Dokładnie dwa lata później – dziewiątego listopada – spotyka się ze swoim ojcem w kawiarni, ale rozczarowuje się widząc, że traktuje ją lekceważąco jak zawsze. W tym momencie wkracza Ben – student pisarstwa – i pomaga jej wybrnąć z trudnej rozmowy z ojcem, udając jej chłopaka. Spędzają ze sobą resztę dnia i umawiają się, że od tamtej pory przez pięć lat w dniu dziewiątego listopada będą się spotykać, a przez resztę roku nie będą mieli ze sobą kontaktu, a Ben na podstawie tego napiszę swoją debiutancką książkę.

                Jak to u pani Hoover bywa – nakreśliła świetnych bohaterów. Fallon bardzo wstydzi się swoich blizn, ukrywa je pod ubraniami, a twarz za taflą włosów. Mimo swojej nieśmiałości, wzbudza sympatię (szczególnie że jest wielką miłośniczką książek). Podoba mi się to, że dąży do swoich celów mimo dezaprobaty ojca, jest zdecydowana i twardo stąpająca po ziemi. Ben za to wydał mi się bardzo podobny do innych bohaterów książek Hoover, ale i tak go polubiłam. Jest po prostu zwykłym, sympatycznym chłopakiem, odważnym i charyzmatycznym.

                Sama fabuła to skakanie w akcji o rok do kolejnego dziewiątego listopada. Historie poznajemy dwutorowo – z punktu widzenia Fallon i z punktu widzenia Bena – a w punkcie kulminacyjnym opowieści czytając maszynopis książki chłopaka. Trochę żałuję, że nie dane było zobaczyć także innych dni z ich życia, ale rozumiem, że taki był zamysł tej książki ;) Z utęsknieniem czekałam na kolejne spotkanie Bena i Fallon, ich zabawne rozmowy i zmiany w ich życiu. Po trzecim dziewiątym listopada nie mogłam się oderwać, czułam wiszące nad głową kłopoty, a zakończenie… Cóż, pani Hoover zdecydowanie wie i po raz kolejny pokazuje, że potrafi totalnie zaskoczyć czytelnika detonując mu bombę z opóźnionym zapłonem w sercu i mózgu!

                Podsumowując – zdecydowanie polecam tą książkę fanom nie tylko Colleen Hoover, ale i dobrych obyczajówek. Historia Bena i Fallon wciągnęła mnie całkowicie na kilka godzin, a tym czasie zdążyła roztrzaskać mi serce i skleić z powrotem. Jeśli macie ochotę na lżejszą opowieść o miłości, a jednocześnie nie być zażenowanym głupotą i jej marnym poziomem, to sięgnijcie po „November Nine”, bo słowa ‘głupota’ i ‘marny poziom’ byłyby dla niej obrazą.



Ocena – 10/10

niedziela, 19 lipca 2015

#17. "Toxic" - Rachel van Dyken



Tytuł: Toxic
Autor: Rachel Van Dyken
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 3 czerwca 2015
Ilość stron: 320

Każdy kryje jakąś tajemnicę ... Gabe Hyde żyje na kredyt. Od czterech lat ukrywa swoją prawdziwą tożsamość przed światem, który niegdyś obsesyjnie go uwielbiał. Jeden niewłaściwy krok doprowadził go na skraj szaleństwa. krok, który na zawsze zmienił ścieżkę jego życia. Udawanie nie prowadzi do niczego dobrego, zwłaszcza, gdy grasz kogoś innego przed tymi, którym najbardziej na tobie zależy. Ale gdyby ktoś kiedyś odkrył prawdę, to nie jego życie stanęłoby pod znakiem zapytania – ale jej.
 Saylor nie nienawidzi mężczyzn. Tylko Gabe’a. Ten lekkomyślny, beztroski, w czepku urodzony gość to prawdziwa sól w jej oku. Który sprawia tylko, że wszystko coraz bardziej się gmatwa. Niestety, jest takie miejsce, w którym ich spotkania są nieuniknione. Dom opieki. Gdyby tylko tak się nawzajem nie pociągali… Im bliżej są ze sobą, tym więcej pytań powstaje w Saylor. Bo Gabe coś ukrywa.
 Co się stanie, gdy te dwa światy na siebie wpadną? Dwa światy, które nigdy nie powinny się spotkać? Czy on zniszczy wszystkich, których kocha? Czy w końcu uzyska odkupienie, o którym marzy od czterech lat?
 Każdy kryje jakąś tajemnicę… a ty? (opis wydawnictwa)


Gabe Hyde, przyjaciel Wesa i Kiersten z "Utraty", ma własne problemy. Kilka razy w tygodniu odwiedza w ośrodku dla psychicznie chorych pewną dziewczynę, do tego ukrywa się przed swoim ojcem. Niestety zaczyna węszyć wokół sprawy związanej z dziewczyną i Gabe jest przez niego szantażowany. Do tego wszystkiego na każdym swoim kroku napotyka pewną pianistkę.

Uwielbiałam Gabe'a z "Utraty" i zupełnie nie spodziewałam się tego, co autorka zgotowała mu w "Toxic". Dziwnie było czytać z nim jako narratorem, bo chłopak pod maską swojego poczucia humoru i wyluzowania, ukrywa wielkie pokłady rozgoryczenia. Jest rozdarty wewnętrznie, samotny, za jedynego powiernika ma kuzynkę Lisę, a do tego jego własny ojciec chce go pogrążyć i rzucić na pastwę mediom. Gabe znowu wraca do muzyki i podczas jednej z jego prób spotyka podsłuchującą go Saylor. Od tamtej pory ma wrażenie, że napotyka ją wszędzie. Obydwoje są wobec siebie złośliwi i za to ich polubiłam. Nawet ta nowa zła wersja  Gabe'a zupełnie mnie oczarowała. Wes, który praktycznie nie znał go wcześniej, teraz na własną rękę odkrył prawdę i stał się jego przyjacielem.

Właściwie wszystko dzieje się w kilku miejscach - w mieszkaniu Lisy i Kiersten, w ośrodku czy sali muzycznej, z nielicznymi wyjątkami. Poznajemy historię z punktu widzenia i Gabe'a, i Saylor, co jest dużym plusem, bo pokazuje jak to jest naprawdę z tymi ich spotkaniami.

Duży plus należy się "Toxic" za dobre rozwinięcie wątku ukrywania się Gabe'a i jego związku z dziewczyną z ośrodka, Księżniczką. Autorka stopniowo pokazuje, co się wydarzyło i namnaża nam domysłów. Gdy w końcu dowiedziałam się, kim naprawdę jest Gabe opadła mi szczęka, bo miałam przed oczami (może być uznane za spojler) to zdjęcie i po prostu nie potrafiłam połączyć Gabe'a z gościem, którym był. A do tego sposób, w jaki zachowywali się rodzice jego i Księżniczki był szokujący.

Podsumowując - "Toxic" wydaje mi się trochę lepszą książką niż "Utrata". Główny bohater nosi w sobie o wiele mocniejsze uczucia, ma wiele na sumieniu i pełne prawo do obwiniania siebie. Mimo to, potrafił przyjąć odpowiedzialność za swoje czyny i nie odwrócić się plecami w potrzebie. Nawet z tego można wysnuć kilka morałów, które powinno się przemyśleć po przeczytaniu "Toxic" i zastanowić się, co zrobiłabyś/zrobiłbyś na miejscu Gabe'a.

Ocena - 8/10

piątek, 17 lipca 2015

#16. "19 razy Katherine" - John Green


Tytuł: 19 razy Katherine
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 4 czerwca 2014
Ilość stron: 304

Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.(opis wydawnictwa)

Byłe genialne dziecko - Colin Singleton zostaje porzucony przez dziewczynę o imieniu Katherine. Po raz dziewiętnasty. Pod wpływem swojego najlepszego przyjaciela Hassana decyduje się jechać na wyprawę w nieznane - po prostu wsiadają w samochód i jadą przed siebie. Takim sposobem trafiają do Gutshot, zapadłej mieściny słynącej z grobu księcia Franciszka Ferdynarda i tam poznają Lindsey Lee Wells. Dzięki niej chłopcy dostają propozycje dość niezwykłej pracy w fabryce sznurków do tamponów, a Colin wpada na genialny pomysł, który sprawi, że zostanie zapamiętany. A do tego rozwiąże wszystkie swoje problemy z Katherine'ami. Zaczyna swój Teoremat, czyli funkcję matematyczną, która obliczy, kto i kiedy z kim zerwie, na podstawie wielu zmiennych: skłonności do bycia Porzucającym lub Porzucanym, popularność, itp.

Akcja kręci się głównie wokół pracy Colina, Hassana i Lindsay, czyli zbieraniu informacji o Gutshot oraz problemach egzystencjonalnych Colina. Chłopak czuje jakby zmarnował swój potencjał, bo nic nie osiągnął w życiu, uczestniczy we własnym wyścigu szczurów, układa anagramy do wszystkiego i przede wszystkim cierpi po stracie kolejnej Katherine. I oczywiście udoskonala swój Teoremat. Mamy też małe śledztwo i polowanie na dzika - ogólnie na oryginalność fabuły nie ma co narzekać.

Niestety, jest jeden gigantyczny, olbrzymi, monstrualny minus, który świecił mi na czerwono przed oczami podczas czytania tej książki. Przeczytałam wszystkie książki Johna Greena. W każdej z nich dostrzegłam ten sam schemat. Nawet wyobrażam sobie sytuację, gdy pan Green siedzi przy biurku i układa konsepkt:

Hmmm, no tak, narratorem będzie zwykły chłopak, ale nie dość zwykły, żeby nijaki nie był to mu dołożę coś oryginalnego. Niech układa anagramy, dobrze mu tak. I musi mieć najlepszego przyjaciela. Do tego dołożę jakąś czarującą panienkę w tle. Genialne!

I tak powstało :
"Szukając Alaski" - główny bohater: Miles, przyjaciel: Pułkownik, dziewczyna: Alaska
"Papierowe miasta" - główny bohater: Quentin, przyjaciel: Ben, dziewczyna: Margo
"Will Grayson, Will Grayson" - główny bohater: Will, przyjaciel: Kruchy, dziewczyna: Jane
"19 razy Katherine" - główny bohater: Colin, przyjaciel: Hassan, dziewczyna: Lindsay
"Bożonarodzeniowy cud pomponowy" - główny bohater: Tobin, przyjaciel: JP, dziewczyna: Diuk

A nawet można pokusić się o stwierdzenie (tu się już czepiam :)), że Gwiazd naszych wina też zostało napisane poprzez ten schemat, ale tutaj dziewczyna została obsadzona w roli narratorki, a Gus i Isaac są parą przyjaciół.
Wydaje mi się, że John Green chce być tak oryginalny w swoich powieściach, że zapomina, że ktoś juz go ubiegł i tym kimś był on sam.

"19 razy Katherine" zahacza też o dobrze znane z poprzednich książek pana Greena motywy, czyli o poszukiwanie samego siebie i dążenie do celu. Jest mocno rozwinięty wątek przyjaźni między Hassanem a Colinem  oraz problemów z akceptacją samego siebie. Podobała mi się jednak o wiele mniej niż moje dwie absolutne ulubienice, czyli "Papierowe miasta" i " Szukając Alaski"*, ale jest lepiej niż "Will Grayson, Will Grayson" i opowiadanie z "W śnieżną noc".

Podsumowując - "19 razy Katherine" nie jest złą książką. Jest zabawna, dowcipna, a jednocześnie z przesłaniem i skłaniająca do myślenia. Jej jedyną wadą jest schematyczność w porównaniu do reszty dorobku autora i kole to w oczy.

Ocena:
jako oddzielna książka - 9/10
jako część dorobku autora - 5/10


* "Gwiazd naszych wina" traktuję jako osobny, genialny byt. :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

#15. "Utrata" - Rachel van Dyken


Tytuł: Utrata
Autor: Rachel Van Dyken
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 4 lutego 2015
Ilosc stron: 304

Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Ścigają ją koszmarne echa wydarzeń sprzed dwóch lat. Od tamtej pory woli unikać zobowiązań, a smutek jest jedynym znanym jej – i dlatego bezpiecznym – uczuciem. Gdy poznaje Westona, wydaje się, że dzięki niemu wyjdzie z ciemności na słońce.
 Ale nie wie, że czas nie jest jej sprzymierzeńcem. Choć Wes sądzi, że potrafi ją ocalić, to dając jej wszystko, jednocześnie wszystko zniszczył. Próbował ją ostrzec, ale jak można przygotować się na coś takiego?
 Czasami musisz się śmiać, by nie wybuchnąć płaczem. A czasami, gdy myślisz, że to już koniec – to jest dopiero początek… (opis wydawnictwa)

Kiersten już na samym początku swojego akademickiego życia wpada na Wesa, który ma oczywiście jest bajecznie przystojny, bogaty, wychwala jej urodę i zmaga się z tajemnicą. On pomaga jej przełamać własne lęki po stracie rodziców, ona staje się dla niego kimś, dla kogo warto walczyć.

Jak widać nie jest to zbyt oryginalny pomysł. Po kilkudziesięciu stronach miałam ochotę zamknąć tą książkę, ale jedyne, co mnie przekonało to to, że chciałam dowiedzieć się, co ukrywa Wes. Ta jego tajemnica była dość przewidywalna i z ulgą odkryłam, że moje wyćwiczone przez Agatę Christie umiejętności detektywistyczne nadal mają się dobrze. Niestety, udało mi się także przewidzieć zakończenie.

Jednak mimo to "Utrata" bardzo mi się spodobała, mimo tych dwóch wad. Przewyższyła inne książki z tego gatunku i myślę, ze może kiedyś nawet do niej wrócę. Znalazłam trzy główne zalety:

Po pierwsze - bohaterowie. Wesa nie da się nie lubić, tak samo jak Kiersten. On nie jest typowym podrywaczem ukrywającym swoją wrażliwą stronę. Wytrwały, uparty i sympatyczny, nie żyje wyłącznie swoim problemem, a co najważniejsze - traktuje Kiersten z szacunkiem, czego nie można powiedzieć o bohaterach wielu innych młodzieżówek. W Kiersten za to spodobało mi się to, ze gdy  Wes przedstawił jej swój punkt widzenia na pewną rzecz dotyczącą jej rodziców, ona przemyślała to i zgodziła się z nim, kończąc tym samym użalanie się nad sobą i tak ciągle roztrząsanie tego. Widać, że bardzo jej pomógł. Przyjaciele Wesa i Kiersten - kuzynostwo Gabe i Lisa także są bardzo naturalni i charakterystyczni. To ze względu na genialnego Gabe'a przeczytałam "Toxic", która jest właśnie o nim.

Po drugie - związek Wesa i Kiersten. Opiera się głównie na tym, że dobrze się poznali i po prostu do siebie pasują, a nie na fizycznej stronie ich relacji. Dlatego wydaje się głębszy i bardziej prawdziwy, mimo krótkiego czasu ich znajomości.

Po trzecie - nadzieja. Ta książka to idealny przykład na to, że trzeba wierzyć w ludzi, mimo że niektórzy ranią, w swoje możliwości, być wytrwałym i otaczać się prawdziwymi przyjaciółmi. Gdy następuje wielkie bum, potrzebujący nie zostaje sam. Gdyby autorka chciała podkręcić trochę dramatyzm, pewnie związek Wesa i Kiersten by się rozpadł albo ktoś byłby zazdrosny o kogoś, zarzuciliby się wszyscy wzajemnie oskarżeniami, a tu mamy postawione na prostotę i jedność.

Podsumowując - "Utrata" przywróciła mi wiarę w miłość i istnienie prawdziwej przyjaźni. Jest o wiele lepsza od innych książek z tego gatunku, o wiele bardziej prawdziwa i ciepła. Zżyłam się z bohaterami bardziej niż zwykle, zastanawiałam nad ich losami. Nie płakałam w żadnym momencie, ale myślę, że wrażliwszym ode mnie poleje się kilka łez.

Ocena - 7/10

#14. Piąta fala. Bezkresne morze - Rick Yancey



Tytuł: Piąta fala. Bezkresne morze
Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:8 października 2014
Ilość stron: 512


Recenzja poprzedniej części – klik

Porywająca kontynuacja „Piątej fali”!

Ci, którym udało się przeżyć kolejne fale inwazji Obcych, zrozumieli, że by przeżyć w nowej rzeczywistości, nikomu nie można ufać. Konflikt dwóch cywilizacji wkracza na zupełnie inny poziom. Ocaleć może tylko jedna ze stron. Dlaczego bezcieleśni Obcy chcą wymazać z powierzchni Ziemi ostatnie ślady ludzkiej cywilizacji? Jak Cassie i jej przyjaciele zamierzają przetrwać okrutną zimę i czy uda im się znaleźć sposób na pozbycie się najeźdźców?

Jeden z najlepszych cykli science fiction ostatnich lat to pasjonująca opowieść o sile ludzkiego uporu i odwadze mimo wszystko. (opis wydawnictwa)

Cassie dzięki pomocy Bena udało się uwolnić swojego małego braciszka i teraz cała trójka razem z Dumbo, Pączkiem, Ringer i Filiżanką ukrywają się przed najeźdźcami. Niestety, Ringer i Filiżanka szybko wpadają w kłopoty, a Cassie i Ben jako najstarsi i najbardziej doświadczeni muszą odpierać kolejne ataki (jedne bardziej subtelne, drugie mniej), które mocno nadwyrężają ich siły oraz wiarę we własne możliwości.

Tak samo jak w pierwszej części, fabuła jest opowiadana z kilku różnych punktów widzenia. Tutaj jest to w dużej mierze Ringer i Cassie, a kilka rozdziałów jest pisanych z punktu widzenia Evana i Pączka. Podobał mi się ten zabieg, bo mogliśmy lepiej poznać nie tylko fabułę, ale i bohaterów. Można jednak śmiało stwierdzić, że akcja przebiega dwutorowo – wydarzenia opowiadane przez Ringer, gdy zostaje zabrana przez Przybyszy i Cassie, która zostaje z Samem i resztą.

Dokładnie tak jak pierwsza część, książka przepełniona jest akcją i trzeba naprawdę się skupić, żeby się nie pogubić w natłoku wydarzeń. Wszystko dzieje się strasznie szybko i dość chaotycznie, a autor pisze w dość ciężki do czytania sposób, co jest małym minusem. Czasami miałam ochotę odłożyć książkę na bok, ale byłam zbyt ciekawa, co będzie się dalej działo z bohaterami. Ale ten mankament nie zmienia tego, że przeczytałam ją w zaledwie dwie i pół godziny.

Podoba mi się, że poznajemy lepiej Ringer. Dziewczyna, która pełniła niezbyt dużą rolę w pierwszej części, teraz jest jedną z głównych postaci. Widzimy jej antypatię do Cassie, mieszane uczucia, co do Bena oraz silną więź z małą Filiżanką. Gdy poświęca się dla dziewczynki i oddaje w ręce Przybyszów, dowiadujemy się, co nieco na temat jej samej, jej ojca,  miłości do szachów i życiu przed inwazją, a wszystko za pomocą Brzytwy (znowu te dziwaczne przydomki, nie wiem, dlaczego ten akurat przetłumaczony), chłopaka który dostał za zadanie opiekować się nią.

„Piąta fala. Bezkresne morze” ma też jeden plus. Wielbiciele niejednoznacznych wątków miłosnych i skomplikowanych relacji między bohaterami znajdą coś dla siebie. Mały braciszek Cassie chce spędzać czas głównie ze swoim ukochanym Zombie ’m, oddala się od siostry, jest relacja Filiżanki i Ringer na zasadzie „kto się lubi, ten się czubi”. Co do samych wątków miłosnych to mam totalny mętlik w głowie. Nie wiadomo, kto co czuje do kogo, kto będzie z kim. Właściwie to każdy jest jakoś z kimś powiązany. Ringer i Brzytwa. Ringer i Ben. Cassie i Ben. Cassie i Evan. Osobiście jestem za pierwszym i trzecim, ale pozostaje to wielką niewiadomą.

Podsumowując – „Piąta fala. Bezkresne morze” to kontynuacja pierwszej części nie odstająca od niej poziomem. Trzeba jednak pamiętać, że są to powieści science-fiction i nie każdemu może to przypaść do gustu. Warto się zapoznać z tą serią, bo jest bardzo realistyczna, na przykład dzięki rozmowom Bena i Cassie o Facebooku czy liceum,  a pokazuje nam coś zupełnie z kosmosu. Dosłownie i w przenośni.


Ocena – 8/10

piątek, 10 lipca 2015

#13. "Pandemonium" - Lauren Oliver



Tytuł: Pandemonium
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:październik 2012
Ilość stron: 376

Lena żyje w świecie, w którym [miłość] uznano za niebezpieczną chorobę, a ludzie poddawani są zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać. Tuż przed operacją dziewczyna zakochuje się w Aleksie. Ich wspólna ucieczka kończy się tragicznie… 
Wśród dymów i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni.
Zrozpaczona przystępuje do ruchu oporu, aby walczyć o wolność i [miłość]. Na jej drodze staje tajemniczy Julian.
Czy można pokochać największego wroga?

Recenzja poprzedniej części – klik


Akcja powieści toczy się dwutorowo, a rozdziały TERAZ i WTEDY przeplatają się.  WTEDY opowiada o wydarzeniach, które się działy zaraz po zakończeniu pierwszej części. Ranną Lenę odnajduje grupa Odmieńców, z którymi dziewczyna decyduje się zamieszkać. Uczy się żyć bez dostępu do nowoczesnej technologii, polować i dbać o innych, przechodzi prowizoryczne robienie blizny po zabiegu. Staje się silniejsza, bardziej odpowiedzialna i mniej samolubna, ale ciągle cierpi po stracie ukochanego. Za to TERAZ jest o wiele ciekawsze. Lena wstępuje do ruchu oporu i zaczyna nowe życie. Uczy się w żeńskim liceum oraz szpieguje AWD – organizacja „Ameryka Wolna od Delirii” została zaledwie wspomniana w poprzedniej części. Kieruje nią Thomas Fineman, a jego syn Julian jest twarzą młodzieżowego nurtu. Gdy Lena dostaje zadanie nie spuszczać z oczu Juliana, razem z nim zostaje porwana.

Według mnie ta część była nieco gorsza od „Delirium”. O ile w pierwszej części, akcja była płynna i logiczna, tutaj następuje pewne zagmatwanie i nagromadzenie zbyt wielu wydarzeń następujących zaraz po sobie, szczególnie w rozdziałach TERAZ. Kilka scen ze szkoły, kilka razem z innymi sympatykami z Głuszy, potem cały wątek porwania z Julianem – trochę tego zbyt dużo, ale bardziej ciekawie niż WTEDY, gdy patrzymy na powolny proces adaptacji Leny do nowego środowiska i Odmieńców. Jednak jest to zrozumiałe, bo ucieczka była dla dziewczyny wielką zmianą. Ludzie, których poznaje Lena w Głuszy – przywódczyni Raven, mrukliwy Tack czy mała Blue nie są papierowi i dodają tej książce dużo do atrakcyjności.

Jest jedna jedyna rzecz, która mnie zawiodła. Zawiodłam się na Lenie bardzo, ponieważ myślałam, że nie jest to bohaterka, która poleciała po znanym schemacie. Chodzi właściwie o wątek Leny i Juliana. Jak łatwo domyśleć się z samego opisu wydawnictwa, będzie z ich relacji wątek miłosny. Lena jest przedstawicielką ruchu oporu, Odmieńcem, a niecały rok wcześniej straciła chłopaka, dla którego postanowiła zostawić cały dotychczasowy świat jaki znała, zadrzeć z prawem, a to wszystko bez jakiejkolwiek możliwości odwrotu. Julian – bogaty syn głównego przedstawiciela AWD, twarz kampanii, niewyleczony. Oczywiście, co się dzieje, gdy zostają porwani?
Tak. Zakochują się w sobie. Jakże by inaczej.

Nie lubię tworzonych na siłę trójkątów miłosnych, a ten wzbudza wyjątkowo moją niechęć z racji tego, co stało się na samiutkim końcu „Pandemonium”. Rozumiem zachowanie Juliana, bo Lena to pierwsza dziewczyna, z jaką kiedykolwiek miał kontakt, ale Lena? Okej, przecież nie będzie tkwić w żałobie po Aleksie całymi latami, ale łatwość z jaką przyszło jej znaleźć sobie innego (do tego wroga itd.) jest zadziwiająca. Mimo to bardzo chcę wiedzieć, jak rozwinie się dalej ten wątek.

Podsumowując – „Pandemonium” jest dobrą kontynuacją, ale tym razem autorka stała się nieco zbyt chaotyczna i schematyczna. Mimo tego, książka naprawdę wciąga, a po zakończeniu (siedziałam z otwartymi ustami i powtarzałam: ale, ale niczym Fretka z Fineasza i Ferba) czujesz, że musisz jak najszybciej dowiedzieć się więcej. Na szczęście zostało jeszcze „Requiem” i zbiór opowiadań.

Ocena – 7/10



środa, 24 czerwca 2015

#12. "Delirium" - Lauren Oliver




Tytuł: Delirium
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:
Ilość stron: 356


Mówili, że bez [miłości] będę szczęśliwa.
Mówili, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam. Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie.

Dawniej wierzono, że [miłość] jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię [miłości] ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.

Potem wynaleziono lekarstwo na [miłość].

Lena Haloway mieszka w Portland u swojej ciotki i niedługo kończy osiemnaście lat, co znaczy, że czeka ją zabieg, tak jak resztę osób w jej wieku. Nie byle jaki, bo to od niego zacznie się jej prawdziwe życie. Zostanie wyleczona z umiejętności kochania, a potem państwo odgórnie przydzieli jej kierunek studiów, jaki ma skończy, ilość dzieci, jakie ma urodzić i najważniejsze – sparują ją z jakimś nieznajomym. Państwo ma pod kontrolą wszystko, tworzy zestawienia książek, muzyki i filmów, po jakie mogą sięgać obywatele, wprowadziło godzinę policyjną, a wszelkie kontakty niewyleczonych dziewcząt i chłopców są zakazane. Wszystko dlatego, że miłość uważana jest za poważną chorobę zagrażającą społeczeństwu. Wszyscy wierzą, że po dostaniu remedium będą zdrowi, szczęśliwi, bez smutku i zmartwień. Wśród ludzi znajdują się jednak tacy, na których zabieg nie podziałał (tak jak matka Leny, która popełniła samobójstwo) oraz sympatycy, czyli ci, którzy dążą do obalenia systemu i kontaktują się z ludźmi z Głuszy – dzikiego lasu, w którym mieszkają Odmieńcy, czyli wszyscy, którzy uciekli.



Cała akcja rozpoczyna się na kilka tygodni przed zabiegiem Leny, a kończy kilka dni przed. W tym czasie jej życie całkowicie się zmienia. Wyobraź sobie, że przez całe życie jesteś kontrolowana, nie możesz zbyt głośno się śmiać czy nawet przytulić publicznie własnego dziecka, bo już jesteś podejrzana o chorobę zwaną amor deliria nervosa. Tak właśnie było z Leną. Nie ma duszy buntowniczki, odlicza dni do swojego zabiegu, aby być wreszcie bezpieczna. Jej rodzina jest skażona, ponieważ mąż jej kuzynki okazał się sympatykiem i uciekł, a matka Leny była poddawana zabiegowi trzy razy – cały czas z negatywnym skutkiem. W końcu popełniła samobójstwo. Dziewczyna nie wyróżnia się z tłumu – niska, ani gruba ani szczupła, o ciemnych włosach i piwnych oczach – i żyje w cieniu swojej bogatej, pięknej i odważnej przyjaciółki Hany. Tutaj autorka zerwała ze schematem niesamowicie pięknej głównej bohaterki i podobało mi się to, bo Lena jest zupełnie przeciętna.  W każdym razie do momentu, gdy poznaje wyleczonego Alexa, zaczynają spotykać się coraz częściej, aż w końcu sama zapada na delirię.

W książce o takiej tematyce nie dało się ominąć wątku miłosnego, a tutaj stanowi on znaczną część historii. Nie ma charakterystycznego zakochania od pierwszego wejrzenia, a Lena i Alex muszą bardzo uważać ze względu na aresztowanie w przypadku złapania. Ich relacja jest głęboka i dobrze opisana, nie skupia się wyłącznie na zachwytach nad urodą drugiego.  Dodatkowo wątek matki Leny i różne rewelacje z nim związane, stopniowo dawkowane przez autorkę zmuszają nas do zastanawiania się, w jaki sposób skończy się ta historia. To właśnie pod wpływem tych informacji w Lenie powoli zaczyna dokonywać się wewnętrzna przemiana – nie gwałtowna, ale mozolna i długotrwała, pozornie nie dostrzegalna.

Najbardziej zachwycił mnie cały świat przedstawiony. Autorka miała może niezbyt oryginalny pomysł na niego (dystopia, amerykańskie miasto, reżim, itp.), ale przewyższyła inne książki  pod względem dopracowania. Wszystko było wyjaśnione, a fragmenty naukowych książek i wierszyków dla dzieci na początku rozdziałów pozwalały nam wejść trochę głębiej w ten totalitarny system. Drugi wielki plus za stworzonych bohaterów, bo mamy Hanę – dziewczyna z bogatego domu, zupełne przeciwieństwo Leny, których przyjaźń była bardzo prawdziwa i szczera, Rachel – wyleczoną siostrę Leny i Alexa – chłopaka, przez którego Lena zaczyna wątpić w system. W niewielu książkach mamy takiego grono dobrze napisanych i z pomysłem postaci.

Podsumowując – po prostu nie mam się do czego przyczepić. Autorka wykonała kawał ciężkiej pracy, a do tego talent do łatwego opowiadania historii i duża wyobraźnia także zaowocowały. Rekomendacja z tyłu okładki, mówiąca że to książka dla wielbicieli „Igrzysk” okazała się całkowicie trafiona. Trochę mi przykro, że tak dobre książki jak trylogia „Delirium” nie są bardziej znane, podczas, gdy taka „Niezgodna” (według mnie dużo słabiej napisana) jest wszędzie z powodu ekranizacji. Były plany zrobienia z „Delirium” serialu (w roli głównej Emma Roberts), ale po wyemitowaniu pilota okazało się jednak, że nic z tego nie będzie :(


Moja ocena – 10/10 (naprawdę nie wiem, do czego mogłabym się przeczepić :))


poniedziałek, 22 czerwca 2015

#11. "Anna i pocałunek w Paryżu" - Stephenie Perkins



Tytuł: Anna i pocałunek w Paryżu
Autor: Stephenie Perkins
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 5 marca 2013
Ilość stron: 368



Każda siedemnastolatka byłaby wniebowzięta, gdyby ojciec postanowił wysłać ją na rok do Paryża. Ale Anna jest szczęśliwa w Atlancie – ma fajne liceum, najlepszą przyjaciółkę i chłopaka… no prawie. Więc nie skacze do góry z zachwytu. Paryż wcale jej się nie podoba – dopóki w nowej szkole nie pozna Etienne’a. Etienne jest superparyski, megaprzystojny i ma wszystko – niestety, z dziewczyną włącznie. Ale przecież w Paryżu każde marzenie może się spełnić. Czy najbardziej romantyczny rok w najbardziej romantycznym mieście świata zakończy się tak wyczekiwanym przez Annę najbardziej romantycznym pocałunkiem ? (opis wydawnictwa) 

Ojciec siedemnastoletniej Anny, bogaty pisarz, wysyła ją do Amerykańskiej Szkoły w Paryżu na rok. Dziewczyna nie ma najmniejszej ochoty zostawiać w Stanach swojej matki, młodszego brata, najlepszej przyjaciółki i swojego (prawie) chłopaka. Po przyjeździe do Paryża bardzo szybko poznaje Etienne'a, w którym równie szybko się zakochuje. Niestety - okazuje się, że Etienne ma dziewczynę, z którą spędza dużo czasu i wydaje się szczęśliwy, a Anna nie ma zamiaru wchodzić między nich.

Fabuła jest dość prosta i nieskomplikowana. Ot, dziewczyna, nowa szkoła i zauroczenie. Nie dzieje się zbyt dużo, miejsce akcji nie zmienia się drastycznie. Autorka stopniowo pokazuje nam nawiązywanie więzi między Anną a Etiennem, nie przyśpiesza niepotrzebnie rozwoju wydarzeń. Dowiadujemy się sporo o bohaterach, poznajemy ich charakter i historię. W pewnym momencie następuje przełom w akcji (komplikacje rodzinne Etienne'a) i lekkie zagmatwanie, ale koniec końców wszystko znowu udaje się przywrócić do tego spokojnego trybu.

Zarówno Anna, jak i Etienne (właściwie tylko ich poznajemy tak dobrze) są ciekawymi postaciami. Ona to miłośniczka filmów planująca zostać krytykiem, spokojna, żartobliwa dziewczyna, nie kreująca się ani na zagubioną sierotkę ani na superoryginalną. Takich dziewczyn jak ona są tysiące, a jej historia może przydarzyć się każdemu.
Etienne jest chłopakiem należącym do większej paczki przyjaciół, niski i przystojny, bardzo charyzmatyczny. Nie stara się udowodnić nikomu swojej wartości, jest bardzo zwyczajny i szczery w tym, co robi. Oprowadza Annę po nieznanym jej mieście, ale nie próbuje podrywać, a gdy spotykają jego dziewczynę, ona o wszystkim wie. Nie ma w nim cienia obłudy i bardzo to w nim cenię. Tak jak Anna, jego rodzice nie są razem. Jego ojciec manipuluje jego matką, z którą chłopak ma świetne relacje. Obydwoje zbliżają się do siebie coraz bardziej, ale czytelnik nie wie do końca, czy ich relacja ma szansę na coś więcej.
Autorka wykreowała też szereg bohaterów pobocznych - zakochaną w Etienne Meredith, przyjaciółkę zarówno jego jak i Anny, beztroskiego Josha czy pozostawioną przez Annę w Ameryce Bridgette, prawie siostrę. Nie wybijają się jednak na pierwszy plan, a choć często akcja dzieje się z ich udziałem, nie przebijają się zbytnio na pierwszy plan.

Książka napisana jest lekkim stylem, choć dzięki Bridgette wzbogacimy się o kilka trudnych słów :) Czyta ją się szybko, mimo powolnego rozwoju akcji i skupienia na głównych bohaterach. Dobrze czyta się z punktu widzenia Anny, bo jest tym typem bohaterki, który z łatwością polubisz.

Mimo wszystkich zalet, książka wydawała mi się trochę nijaka. Dobrze, mamy rozwijający się watek przyjaźni i skrywanych uczuć, kłopotów z rodzicami i niezrozumieniem przez nich, a nawet odrzuceniem, ale to nie zmienia faktu, że momentami po prostu mnie nudziła. To przyjemna historia, ale brakowało jej jakiegoś pazura, którego nie udało się niestety osiągnąć nawet dzięki opisom Paryża.

Podsumowując - książka dla wszystkich dziewczyn, które tracą wiarę w istnienie wartościowych ludzi i tych, które lubią skomplikowane, nieoczywiste historie miłosne. Nie wiem, czy znajdzie się tu cokolwiek, co mnie zirytowało (a ja jestem z tych czepialskich :)), może tylko zmusiło do przerzucenia kartki kilka razy, gdy nie działo się nic konkretnego.  Mimo to warto zapoznać się z tą pozycją, bo nadrabia te minimalne wady sympatycznymi, żywymi bohaterami. Mimo, że nie zaliczę jej do moich ulubionych książek ani pewnie nie przeczytam ponownie, nie żałuję, że ją przeczytałam.

Ocena - 7/10

sobota, 20 czerwca 2015

#10. "Carrie" - Stephen King

Tytuł: Carrie
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i Ska
Data wydania: 8 października 2013
Ilość stron: 208

Kultowa debiutancka powieść Stephena Kinga ponownie zekranizowana! Film w kinach od 18 października 2013 roku!
Carrie White jest inna niż jej rówieśnicy. Nie chodzi na prywatki, nie interesują się nią chłopcy, stanowi obiekt kpin i docinków. Matka – religijna fanatyczka – za wszelką cenę usiłuje uchronić ją przed grzechem. Pewnego razu Carrie się jednak buntuje i idzie na szkolny bal. Gdy tam pada ofiarą okrutnego żartu, rozpętuje się piekło... dziewczyna jest telekinetką o olbrzymiej mocy, której postanawia użyć, by zemścić się na prześladowcach. Ci, którzy ją dręczyli, gorzko tego pożałują.
„Carrie” to debiut Kinga. 18 października na ekrany polskich kin wejdzie nowa ekranizacja powieści, w rolę głównej bohaterki wcieliła się Chloë Grace Moretz, natomiast jej matkę zagrała Julianne Moore. (opis wydawnictwa)

Carrie White jest dość normalną dziewczyną (ech, nie licząc fanatycznej matki), która jednak żyje w odosobnieniu od rówieśników, którzy już dawno temu wybrali ją sobie na obiekt kpin. Dzięki swojej matce obydwie są znane w całym swoim miasteczku Chamberlain. Carrie nie jest zbyt ładna, bystra ani utalentowana, właściwie wszyscy uważają ją za wyjątkowo tępą. Gdy w wieku siedemnastu lat, po raz pierwszy dostaje okres, po wuefie, pod prysznicem i przy całej hordzie wrogich jej koleżanek, które obrzucają ją tamponami, doznaje niemałego wstrząsu, co powoduje u niej przypływ telekinetycznych mocy. Dziewczyna zaczyna je ćwiczyć, a dyrektor jej liceum postanawia ukarać jej koleżanki. W tym samym czasie matka Carrie obwiniają o to, że stała się kobietą i każe modlić w domowej kaplicy za swoje (nieistniejące) grzechy.

„Taka była dziewczyna, którą teraz wszyscy nazywają potworem. Chciałabym, żebyście dobrze to sobie zapamiętali. Oto dziewczyna, która zadowala się hamburgerem i szklanką piwa za dziesiątkę. Dziewczyna, która ze swojej pierwszej szkolnej zabawy chciała wrócić wcześniej, żeby nie niepokoić mamy...”

Książkę określiłabym jednym słowem: PSYCHOZA. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co musiała przeżyć Carrie żyjąc z matką, która odprawia w niedzielę trzygodzinne nabożeństwa, a za jakikolwiek przejaw sprzeciwu zamyka ją w komórce. To jest zupełny religijny fanatyzm, który zawładnął całym życiem White’ów. Carrie nie jest w stanie sprzeciwić się matce, ale rozwijanie w sobie zdolności, sprawia, że robi się pewniejsza siebie.

Jest to powieść epistolarna, mianowicie zapisana w przeróżnych artykułach, wycinkach, listach – przeznaczonych głównie postaci Carrie i studium nad jej zdolnościami, a od początku wiemy, jak historia ma się skończyć. Jest to bardzo przewidywalne, ale gdy nadchodzą fragmenty opowiadane z perspektywy Carrie i tak jesteśmy ciekawi, jak doszło do tego, że ta niepozorna, wręcz tępa siedemnastolatka dopuściła się brutalnego wymordowania całego miasteczka.

To, co jak zawsze totalnie mną zawładnęło to klimat tej książki. King ma to do siebie, że jego powieści są przesycone Ameryką z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i nie jestem w stanie tego nie kochać! To jest absolutny mistrz pisania i jeśli nigdy nie sięgnąłeś/sięgnęłaś po jego książkę, bo a)pisze tylko powieści grozy, a ja nie lubię, b)pisze dla dorosłych, c)wydają się nudne i za poważne, to natychmiast to zmień! To, co musi dziać się w głowie autora, jego wyobraźnia, sposób konstruowania postaci, które są wyraziste, z charakterem, z tym amerykańskim rysem, a mimo to nie identyczne jest genialne!

Wszystko w tej powieści jest przesycone napięciem i oczekiwaniem na to, co sprawiło, że Carrie stała się morderczynią. Autentycznie, miałam ciarki na plecach, gdy dowiedziałam się, co pewne dwa paszkwile z jej liceum zrobiły (inaczej nie da się ich nazwać), aby ją upokorzyć. Powoli dobiegaliśmy do tragicznego zakończenia, po drodze zagłębiając się głębiej w psychikę Carrie i całą zmianę, jaka powoli się w niej zaczęła dokonywać. Jestem pewna, że gdyby nie to, co się stało, Carrie mogłaby uwolnić się od toksycznej matki i zacząć normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Ale nie, bo tym dwom paszkwilom było mało i musiały… ARGHH! Nie powiem! Nie chcę wam psuć historii, ale ten czyn był wybitnie głupi, niewybaczalny, okropny i upokarzający. I właśnie to doprowadziło Carrie do kresu i zakończenia jej historii. Opisy tego, co działo się potem to zdecydowanie najlepsza część książki. Co wrażliwsi mogliby odpaść, ale naprawdę muszę powiedzieć to jeszcze raz – Stephen King to niekoronowany król horroru i wielu pisarzy powinno się od niego uczyć.

„Ludzie z wiekiem nie stają się lepsi, stają się tylko sprytniejsi. Kiedy jesteś starszy i mądrzejszy, to wcale nie przestajesz obrywać skrzydełek muchom, po prostu potrafisz wymyślić lepsze powody, żeby to usprawiedliwić.”

Podsumowując – „Carrie”  jest jedną z tych książek, które zapadają w pamięć. Nie mogłam przestać się zastanawiać, co by było gdyby, jednak nie doszło do rzezi.  Nie tylko pokazuje na samym końcu sporo krwi, ale co do tego stwarza nam pole do przemyśleń – co jeśli osoba z której się niewinnie śmiejemy, obgadujemy za plecami, uważamy za dziwoląga, w końcu przestanie to ignorować i wybuchnie? Jak daleko my się posuniemy, aby dalej ją upokorzyć? Może czasami warto zauważyć w drugim człowieku człowieka, nie przejmować się wiecznie, co pomyślą inni, gdy zobaczą nas rozmawiających z ofiarą żartów.

Ocena – 10/10


(Cytaty pochodzą z w.w. książki) 

#09. "Mara Dyer. Tajemnica" - Michelle Hodkin



Tytuł: Mara Dyer. Tajemnica
Autor: Michelle Hodkin
Wydawnictwo: YA!
Data wydania: 10 września 2014
Ilość stron: 412

Światowy bestseller czytany przez miliony czytelniczek zakochanych w parze bohaterów.
Każdy kryje w sobie tajemnicę, wystarczy ją obudzić.
Kim jest Mara Dyer?
W tajemniczych okolicznościach giną dwie dziewczyny, przyjaciółki głównej bohaterki. Wygląda na to, że ich śmierć została przepowiedziana, ktoś wiedział co si się wydarzy.
Powieść z paranormalnym twistem i przesłaniem: pozory mylą. Spodoba się nastolatkom płci żeńskiej, szczególnie, że główna bohaterka – wbrew przestrogom - zakochuje się w najbardziej nieodpowiednim i intrygującym chłopaku ze szkoły (opis wydawnictwa).

Mara Dyer o mało co nie zginęła, gdy zawaliły się ruiny starego psychiatryka, który postanowiła zwiedzić z dwoma przyjaciółkami. Niestety one i towarzyszący Marze jej chłopak, nie mieli tyle szczęścia co ona. Po ich pogrzebie Mara i jej rodzina postanawiają się przeprowadzić. W nowym miejscu zamieszkania następuje klasyczny dla nurtu new adult zwrot akcji, czyli główna bohaterka idzie do liceum, poznaje tam zabójczo przystojnego chłopaka i rozgrywa się jedna wielka miłość na całe życie. Ble, tęcza i wymioty do kwadratu.
Mara stara się także ukrywać przed matką to, że ciągle dręczą ją koszmary i wspomnienia z miejsca wypadku. Bierze silne leki (a czasami ich nie bierze…),  a jednocześnie chce pogodzić się ze stratą i zacząć nowe, spokojne życie. Pomaga jej w tym wyżej wymieniony przystojny Noah.

„Balansowałam na krawędzi koszmaru i pamięci, niezdolna rozstrzygnąć, co jest czym”

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy w bibliotece, to była właśnie ta okładka – nie tyle ładna, co intrygująca i tajemnicza. Niestety, bałam się, że będzie to nudna, przewidywalna, typowa książka, jakich wiele obecnie na rynku – taka, którą przeczytam, powiem „aha” i wrócę do moich zadanek z matematyki, ale na szczęście zupełnie się myliłam! Tak! :) Właśnie na taką książkę i bohaterów, jak z „Mary Dyer” czekałam. I naprawdę się opłacało.

Mara Dyer jako główna bohaterka była tak naturalna, że od razu ją polubiłam. Naprawdę, mimo jej psychodelicznych koszmarów i widzenia za sobą odbić w lustrze nieistniejących ludzi, to taka dziewczyna, z którą mogłabym się spokojnie zaprzyjaźnić. Jest silna, ale umie przyznać się do słabości, jest skrzywdzona, ale nie chodzi z obolałą miną i nie użala się nad sobą, jest sarkastyczna, ale nieprzesadnie. Do tego szybko poznaje Noaha, który nie ukrywa swoich uczuć do niej, jest w stanie odwrócić się od swoich byłych przyjaciół w jej obronie, nie boi się utraty swojej reputacji. Zwykle irytują mnie męskie postaci, kreowane na tych wybawicieli głównych bohaterek, ale Noah dodawał tej książce żartobliwego odcienia. Wszystkie sceny, gdy Noah i Mara występowali razem czytałam z wielkim bananem na ustach :)

Jednym z głównych wątków są koszmary i halucynacje senne Mary. Dziewczynie wszystko miesza się w głowie i sama nie wie, co jest prawdą, a co tylko chorym wytworem jej głowy. Przestaje ufać samej sobie. Nie może także ani na chwilę odpocząć od śmierci, bo koło niej zaczyna umierać coraz więcej osób… Rozwiązanie tej zagadki jest równocześnie szokujące i przewidywalne. Zrobienie z Noaha kogoś pokroju Mary nie za bardzo przypadło mi do gustu, ale mam nadzieję, że zostanie to wyjaśnione w kolejnych częściach.

Podobało mi się to, że książkę czytało się łatwo, szybko i przyjemnie, nie było żadnych rozkwilających i przerysowanych scen. Autorce udało się ukazać w wyjątkowo piękny sposób miłość między rodzeństwem – Marą a jej starszym bratem Danielem – którzy dopiero po tragedii zaczęli bardziej o siebie dbać. On ją krył, kiedy musiał, nie kablował rodzicom, wiedział, czego potrzebuje Mara, bardziej od faszerującej ją lekami matki. Zazdroszczę jej tego, bo zawsze chciałam mieć starszego brata.

Wątki fantastyczne, czyli koszmary, zwidy i kolejne śmierci na drodze Mary są bardzo psychodeliczne i intrygujące. Czasami sama nie mogłam się połapać, czy to jawa czy to sen. Zostały dobrze poprowadzone przez autorkę, ale nieco za szybko wystawiła nam rozwiązanie na talerzu, bo po prostu łatwo było się domyśleć, jaki związek ma Mara z tajemniczymi śmierciami. Mimo to mam nadzieję, że w kolejnych częściach autorka wyjaśni nam nieco więcej.

Podsumowując – „Mara Dyer. Tajemnica” jest dobrą książką, dla wszystkich fanów młodzieżówek, którzy są zmęczeni wilkołakami, wampirami i innymi nadnaturalnymi kosmitami, a pragną znowu wciągnąć się w fikcyjny świat. Autorka miała na serię oryginalny, nieoklepany pomysł, który dobrze zrealizowała. Książka praktycznie czyta się sama i możecie być pewni, że przy niej przepadniecie na długie godziny.

Ocena – 9/10

(cytaty pochodzą z „Mary Dyer.Tajemnica”)