poniedziałek, 12 grudnia 2016

#72. "Maleńka Dorrit" - Charles Dickens

Mało kto zna tą powieść Dickensa, który raczej jest znany u nas dzięki „Opowieści wigilijnej”, tak często omawianej jako lektury jeszcze w podstawówce. Bardzo lubię „Opowieść wigilijną”, tak samo jak jej ekranizację, i od dawna chciałam przeczytać także jakąś inną książkę tego autora. Po przeczytaniu Diabelskich Maszyn, wyczekiwałam na polskie wydanie „Opowieści o dwóch miastach” (już kupiłam, jest naprawdę piękne i teraz tylko czekam na wolną chwilę, by przeczytać). Jednak pierwsza w moje łapki trafiła „Maleńka Dorrit” i to ją Wam dzisiaj przybliżę.




TYTUŁ: MALEŃKA DORRIT
AUTOR: CHARLES DICKENS
WYDAWNICTWO: MG

Amy Dorrit, urodzona i wychowana w więzieniu, opiekuje się swoim ojcem osadzonym tam przed laty za długi. Nie zna innego świata, ale staje się w tym ponurym miejscu dobrą duszą, wspierającą wszystkich, z którymi zetknie ją los. Amy zarabia na życie swojej rodziny, szyjąc u pani Clennam, która zamieszkuje w ponurym domu tylko w towarzystwie dwójki służących.

Zmianę zwiastuje powrót – po dwudziestu latach – Arthura Clennama, jej jedynego syna, który spędził połowę życia wraz ze swym ojcem w Chinach. Przed śmiercią rodzic starał się przekazać Arthurowi jakąś dręczącą go tajemnicę, która w niespodziewany sposób wydaje się młodemu człowiekowi powiązana z osobą szwaczki.

Poszukiwanie prawdy zaprowadzi Arthura do więzienia Marshalsea, ale też do poznania wielu niezwykłych ludzi. Naprowadzi go też na trop tajemnicy…

Dickens jest mistrzem w kreowaniu wyrazistych postaci. Jego burzliwe, bogate w doświadczenia koleje losów powodują, że czerpie z nich garściami, odmalowując przed nami obraz ponurego, a jednocześnie wielobarwnego Londynu, z całą galerią niezwykłych bohaterów.


Pisząc krótko i na temat (bardzo lubię te blurby z tyłu okładek, nie spojlerują, a jednocześnie wiesz, o co dokładnie chodzi) – dobrze mi się czytało tą książkę i ku mojemu zaskoczeniu, w ogóle nie czułam, że ta książka została napisana w latach 1855-1857. Nie wiem, czy to zasługa samego pisarza, czy tłumacza, ale styl pisania był taki lekki i jednocześnie barwny.  Brakowało mi jedynie lepszych opisów Londynu, bo spodziewałam się czegoś ciut lepiej ukazanego, ale to tylko moje osobiste odczucia, bo strasznie lubię ten okres w historii Anglii.

Tytułowa bohaterka jest napisana na typowo idealną, ale da się lubić, chociaż nie ona gra tu pierwsze skrzypce jeśli chodzi o przedstawienie postaci. Dickens świetnie pisze swoje postacie, zarówno te pojedyncze, jak i warstwy społeczne. Oddaje idee swojej epoki, wszelkie jej problemy – tutaj spekulacje giełdowe i niebranie odpowiedzialności za kryzys przez rząd – w sposób bardzo dosadny, często posługując się groteską czy satyrą. Realne wydarzenia z tamtych lat miały na tą książkę duży wpływ, jest inspirowana właśnie zdarzeniami, których obserwatorem był Dickens. Nawet jedna z postaci jest stworzona z dwóch realnych.  Podobał mi się wątek pieniędzy, który znowu posłużył do umoralnienia – pieniądze nie dają szczęścia, lepiej żyć skromnie, ale z miłością, niż samemu z pieniędzmi. Znamy to już z „Opowieści wigilijnej”, a ja jestem ciekawa jak to wygląda w innych powieściach Dickensa.

Podobała mi się ta książka Dickensa i sprawiła, że szybko sięgnę po „Opowieść o dwóch miastach”. Nie jest to powieść idealna czy dla każdego, ale myślę, że zdecydowanie warto po nią sięgnąć, jeśli ktoś fascynuje się Londynem z tamtych lat i ogólnie realiami życia w tamtych czasach.

2 komentarze:

  1. Niekoniecznie sięgnę po ten tytuł...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze przyjemności poznać tej historii, ale chętnie to nadrobię. :)

    OdpowiedzUsuń