niedziela, 7 sierpnia 2016

Niszczę książki i jestem z tego dumna, czyli moje książkowe grzechy

Żadne z nas nie jest święte. Każdy popełnia jakieś książkowe grzeszki, należąc do któregoś z książkomaniaczych obozów.
Obóz pierwszy, radykalny - książki traktujemy jak świętość, wyglądają na nowe nawet po kilku latach i wielu czytaniach, a w sennych koszmarach pojawiają się one. Zagięte rogi i połamane grzbiety.
Obóz drugi, wyluzowany - książki są dla użytku i mają więcej głębi, gdy zostawimy na nich osobiste notatki. Zdarza się nawet ślad kubka po kawie na stronie z dedykacją czy urwany róg okładki.
Cóż, zdecydowanie należę do drugiego obozu. Uwielbiam lekko zniszczone, zaczytane książki, mimo że jestem estetką i lubię patrzeć na równe gładkie stosiki i półki pełne książek ułożonych grzbietami o tej samej wysokości.
A oto książkowe grzeszki, które popełniam.



Zaginanie rogów
Zdarza się, że nie mam pod ręką zakładki. Nie ma też skasowanego biletu/paragonu/starej kartkówki/łyżeczki, więc zaginam róg. Na ten widok moja przyjaciółka wewnętrznie mdleje przez swoją empatię do książki.

Łamanie grzbietów
Jak czyta się taką wielką, to nie będę gimnastykować się tylko po to, by go nie złamać. Złamany grzbiet wpisuje się zresztą w moją definicję książki przyjemnie zaczytanej.

Podczytywanie zakończeń
Do niedawna robiłam to nagminnie, ostatnio zrywam z tym nałogiem. Lubiłam w księgarni przed zakupem przeczytać kilka ostatnich stron i zorientować się jak kończy się książka. W trakcie czytania zapominałam o tym, co przeczytałam. Totalnie bez sensu.


Zaznaczanie cytatów ołówkiem...
Albo highlighterem... Dla większości to zbrodnia, ja lubię takie książki, gdzie czytelnik zaznacza coś osobistego. Łatwiej trzeba odnaleźć później jakieś miejsce czy cytat.

Moczenie stron deszczem czy łzami...
Oj, zdarzyło mi się. Szłam sobie powoli ulicą i akurat padało, ale ja byłam w takim momencie "Mechanicznej księżniczki", że nie mogłam przestać. Dodatkowo zaczęłam płakać, więc wyglądałam jak totalna wariatka.

Czytanie i chodzenie jednocześnie
Trochę łączy się z powyższym. Chodzę tak po domu, obijam się o ściany, zdarza mi się tak chodzić po pociągu czy nawet po mało ruchliwych ulicach.

Nie oddawanie w terminie
Jestem jedną z głównych sponsorów dwóch bibliotek, haha. Po prostu zapamiętanie daty oddania jest trudne, ale pracuję nad tym.

Wypożyczanie i nieczytanie
Taak, wypożyczam i albo gubię wśród własnych albo zapominam, że to wypożyczyłam. A potem dostaję zawiadomienie z biblioteki...

Porzucanie książek po kilku rozdziałach
Zasada pięćdziesięciu dwóch stron, dla wielu nie do przyjęcia. Ale ja nigdy nie piszę recenzji książek, których nie przeczytałam do końca.

Kupowanie i nieczytanie

Problem chyba każdego książkoholika. U mnie niektóre leżą prawie cztery lata, wstyd mi. 

A wy, jakie książkowe grzeszki macie za uszami? :)

24 komentarze:

  1. Tylko ostatni... należę do pierwszej kategorii (;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to pozdrawiam w imieniu mojej przyjaciółki :) Ona dosłownie cierpi i nie może patrzeć na mnie, jak czytam :)

      Usuń
  2. Jaki fajny post, jeszcze nigdzie takiego nie widziałam :)
    OO...Ja też zawsze czytam zakończenie, bo nigdy nie mogę się go doczekać. :D Też uwielbiam jak czytam książkę i mam pozaznaczane cytaty, albo jakieś opisy. A z oddawaniem książek do biblioteki to już w ogóle jest masakra. :D Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham pożyczać książki od innych, bo czasami widuję takie zaznaczone fragmenty albo jakieś notatki na marginesach, jest super!

      Usuń
  3. Kurczę całkiem sporo mam tych książkowych grzeszków. Jeszcze całkiem do niedawna zanim wypożyczyłam jakąś książkę z biblioteki obowiązkowo zaglądałam na ostatnie strony. Obecnie walczę z tym zwyczajem. Panie z biblioteki już są przyzwyczajone do tego, że nie oddaję lektury w terminie i na dany egzemplarz muszą czekać parę miesięcy. Często oddaje je nieprzeczytane. Co do poplamionych stron to, kiedyś zdarzyło mi się jako zakładki użyć łyżeczki z dżemu.... (na szczęście poplamiona książka była moja) Ostatnio częściej zdarza mi się odkładać powieść po przeczytaniu zaledwie kilku rozdziałów. Często powodem dla którego to robię jest moje roztargnienie, gdyż zapominam o danej pozycji i leży na półce niedokończona.
    Pozdrawiam.
    http://czytelniczaeminencja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam z kolei tak, że nie potrafię się przemóc i zostawiam ksiażkę po kilku rozdziałach, nie wracam już do niej.

      Usuń
  4. Ja też nie jestem z tych osób, które będą płakać kiedy coś stanie się książce, uważam na nie, ale też bez przesady. Łamać grzbietów nie lubię tak samo jak zaginać rogów, ale sądzę, że przeczytane książki - po których oczywiście to widać - mają większą wartość od takiej idealnej, niezniszczonej.
    Pozdrawiam,
    http://timeofbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Też jestem książkowym grzesznikiem. Czytam zakończenia, nie czytam kupionych książek, porzucam książkę po 50 stronach jeśli mi się nie spodoba :)
    Ale co ja na to poradzę? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje książki wyglądają jakby były dopiero co kupione, ale to już zasada wyniesiona z domu, że szanuje się rzeczy, na które wydało się własne pieniądze, więc nie tylko książki tak u mnie wyglądają. :) Oczywiście jak coś się stanie to nie płaczę, czasem zdarzy się zgnieciona kartka, czy zagięcie, bo grube książki w cienkiej okładce już tak mają, że grzbiety przeważnie się u nich zaginają. Jednym z grzechów, które faktycznie popełniam to ten ostatni. Nakupuję masę książek, a potem nie bardzo mam ochotę je czytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam tendencję do przewijania stron, gdy coś się dzieje i jest kluczowy moment w książce. Sprawdzam wtedy jak to się skończy i cofam się tę paręnaście stron, do momentu gdzie skończyłam czytać. :D
    Pozdrawiam, Nat z natalie-and-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Popełniam wiele z tych grzechów!
    Często czytam ostatnie zdania książek, ale kiedy sobie coś zaspojleruję to mam ochotę strzelić sobie w łeb haha :)
    No i oczywiście moczenie książki własnymi łzami to tradycja. W końcu dana książka sama sobie na to zasłużyła! :)
    Pozdrawiam cieplutko ♥
    helloimbooklover.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Należę zdecydowanie do pierwszego obozu! Nie mogłabym obchodzić się z książką jak z jajkiem, bo... książka to nie jajko! xD A ja lubię, kiedy widać, że książka ma duszę, a nie jak wygląda jak prosto z księgarnio :P
    Rogów raczej nie zaginam, ale grzbiety zdarza mi się łamać, no i cóż... tak bywa :D Zakończenia też podczytuję, ale nie cierpię tego nawyku i staram się go wykorzenić :/ Ja w książce to nawet długopisem piszę :D Oczywiście w swojej... :P Cudze książki traktuję o wiele lepiej niż swoje xD Moczenie stron deszczem też znam xD Właściwie calą resztę podpunktów, które wymieniłaś doświadczam na własnej skórze :D Żółwik :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja zaginam rogi przy cytatach, ale nie we wszystkich książkach i w sumie tylko tam, gdzie cytaty są naprawdę świetne. Też łamię grzbiety - jak wydawca tak sklei książkę, że inaczej się nie da, to co ja poradzę. Szczególnie w wydaniach kieszonkowych, które uwielbiam ;)
    A biorąc ksiązki z biblioteki z góry zakładam, że może mi się nie chcieć ich przeczytać w ciągu miesiąca, czy tam dwóch najbliższych, dlatego najczęściej biorę góra trzy książki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei nie cierpię egzemplarzy kieszonkowych, no po prostu nie jestem w stanie takiej książki czytać :)

      Usuń
  11. Ja również czytam chodząc, płaczę na książkę, zaznaczam cytaty ołówkiem i czasami łamię grzbiety (choć staram się tego nie robić). Jak dla mnie nie są to jakieś straszne zbrodnie na książce. Gorzej by było gdybym czytała np. jedząc obiad, albo nie zwracała uwagi na porządek na półce. Wtedy książki niszczą się znacznie bardziej. Co do zaginania rogów - to dla mnie jest zbrodnia, ale tylko jeśli robi się to wielokrotnie. Jak dla mnie książka nie wygląda wtedy za dobrze i moje czytelnicze serducho płacze.
    Poza tym moim zdaniem nie należysz do tych złych zbrodniarzy książkowych, przecież każdy musi sobie jakoś radzić ;)

    Pozdrawiam serdecznie ^^
    ksiazki-bez-tajemnic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, dziękuję :) U mnie zawsze książki na półce są w idealnym porządku :)

      Usuń
  12. U mnie zdecydowanie to kupowanie bez opamiętania. I często jem słodycze oraz piję kawę przy lekturze. Więcej grzechów nie pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cóż, jestem może jakoś po środku :) Moje książki nie wyglądają jak nowe, niestety są poniszczone, ale też nie niszczę ich celowo :)
    Podczytywanie zakończenia! Skąd ja to znam! Niestety tego w sobie nienawidzę i staram się nie robić, niestety czasami przegrywam :(
    No i moje najbardziej znienawidzone, lecz nagminnie przeze mnie popełniane grzechy:
    1. Nie oddawanie w terminie
    2. Wypożyczanie i nieczytanie
    3. Kupowanie i nieczytanie
    Masakra!
    Ciekawe czy za te grzechy będziemy się smażyć w piekle...bez książek! :D

    Pozdrawiam,
    Klaudia z www.zksiazkadolozka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Kilka tych punktów jest takie same jak u mnie:) nie wyobrażam sobie jednak czytać zakończenia przed skonczeniem całej lektury:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam chyba tylko jedną książkę, którą kupiłam i której nie przeczytałam. Było to bardzo dawno temu. Teraz, od dawna, kupuje tylko takie ksiażki, które wiem, że mi się spodobają :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciesze się ze nie jestem sama. Jak kiedyś na forium książkowym napisałam że zaginam rogi, czytam w wannie, łamie grzbiety to myślałam że niektórzy mnie zlinczują... :) Mama mnie nauczyła że po książce ma być widać że jest ona czytana. I tak zamierzam wychować swoje dzieci. Bo co z tego że cały czas na półce stoi książka, nowa, ładna, niemal cały czas lśniąca? Wygląda jak odmieniec sród tych przeczytanych.
    Ja też kupuje i nie czytam. Ale powoli wyczytuje moje zapasy :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zdecydowanie należę do obozu pierwszego :) Naczy nie dbam o książki z biblioteki, praktycznie zawsze wyginam grzbiet i robię dziury w okładce. No ale co ja poradzę, skoro to takie fajne uczucie! Co do książek, które kupiłam, szanuje je, nie po to wydałam pieniądze, żeby je zniszczyć :)
    Pozdrawiam, theowbibliotece.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń