środa, 14 grudnia 2016

#73. "Armadale" - Wilkie Collins

O Wilkiem Collinsie nigdy wcześniej nie słyszałam, a okazało się, że jest to jeden z najlepszych pisarzy dziewiętnastego wieku, a do tego bardzo popularny już w swoich czasach. Dobrze, że w końcu nadarzyła się okazja do sięgnięcia po jego książkę :)




TYTUŁ: ARMADALE
AUTOR: WILKIE COLLINS
WYDAWNICTWO: MG

Do niemieckiego kurortu Wildbad dociera bardzo chory pacjent, Anglik wraz z młodą żoną i małym synkiem. Kiedy okazuje się, że nie ma dla niego szans na ratunek, postanawia na łożu śmierci napisać do syna list, w którym opowiada swoje burzliwe losy, historię zbrodni, którą popełnił i zawiera ostrzeżenie na przyszłość. Jest przekonany, że nieodkupiona wina przechodzi z rodzica na jego potomstwo i że syn człowieka, którego zamordował, może kiedyś zagrozić jego własnemu synowi.
Los jednak chce, że drogi obu młodzieńców spotykają się. Między mężczyznami nawiązuje się szczera przyjaźń. Choć obaj głęboko wierzą w siłę braterstwa i dobro, różne dziwne zbiegi okoliczności, stale przypominają im o wiszącym fatum. Obaj przyjaciele będą musieli stawić czoła rozlicznym zasadzkom i intrygom.


To była wspaniała lektura, i już po raz drugi w ostatnich miesiącach zupełnie się zakochałam w książce, po której nie miałam tak wielkich oczekiwań. Autor ma wręcz niesamowite zdolności i nie jestem zaskoczona, że sto pięćdziesiąt lat temu był tak czytywany. Cała fabuła tej książki to piętrząca się zagadka, ciągle dochodzą nowe warstwy. Napisana z dbałością o szczegóły, jednocześnie nie przesadzona i autentyczna. Tyle tych postaci, wszystkie są po coś, a nie tylko robią tło, kilka takich zapadających w pamięć (Lydia Gwilt!).

Miłość, przyjaźń, społeczeństwo, doskonałe opisy, postacie, naprawdę nie wiem, do czego mogłabym się przyczepić ani nawet co napisać. Owszem, jest skomplikowana, ale to takie świetne uczucie, gdy dochodzimy do finału tej historii i w końcu, po zamknięciu książki, mamy mętlik w głowie i nadmiar wrażeń. Wow. 

Dzieje się tak dużo, że nie podobnym jest tego zgrabniej i lepiej streścić niż to, co znajduje się z tyłu okładki. Jednak nie należy się tym, ani objętością książki zniechęcać! Czasu, jaki spędziłam nad tą książką, zdecydowanie nie zamieniłabym na naukę do matury :) Było warto i was też zachęcam, by zainteresować się tym autorem i sięgnąć po którąś z jego książek. Polecam „Córki niczyje” i właśnie „Armadale”, bo są pięknie wydane przez wydawnictwo MG i przyjemnością jest mieć takie książki na półce.

3 komentarze:

  1. W sumie to książka zapowiada się intrygująco! Jestem ciekawa, co wyjdzie dalej, jak w końcu kiedyś ją przeczytam, a przyznam, że będzie to dla mnie nie lada wyzwanie, bo nie mogę się przekonać do literatury starszej niż z XX wieku...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny pomysł na fabułę, książka do przeczytania ;)
    PS obserwuje i zapraszam do mnie! :D http://recenzjebrunetki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń