wtorek, 3 stycznia 2017

#75. "Dwór cierni i róż" - Sarah J. Maas


Jak wiecie bardzo lubię serię Szklany tron Sary J. Maas, dlatego szybko jak na siebie kupiłam książkę rozpoczynającą jej nową serię – „Dwór cierni i róż”. Zachęciła mnie tym, że miała odwoływać się do jednej z moich absolutnie ulubionych bajek Disneya, Pięknej i Bestii, a dodatkowo lubię takie fantastyczne klimaty.  Co z tego wyszło?



TYTUŁ: DWÓR CIERNI I RÓŻ
AUTOR:  SARAH J. MAAS
SERIA: DWÓR CIERNI I RÓŻ #1
DATA WYDANIA: 27 KWIETNIA 2016
WYDAWNICTWO: UROBOROS
ILOŚĆ STRON:524


Autorka bestsellerowej serii Szklany Tron powraca z porywającą opowieścią o miłości, która jest w stanie pokonać nienawiść i uprzedzenia!
Idealna lektura dla fanów George. R.R. Martina! Co może powstać z połączenia baśni o Pięknej i Bestii oraz legend o czarodziejskich istotach?
Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?
Pełna namiętności i pasji, romantyczna, brutalna i okrutna. Jedno jest pewne: Dwór cierni i róż to z pewnością nie cukierkowa baśń w stylu Disneya…


Dziewiętnastoletnia Feyre zabija w lesie wilka i szybko okazuje się, że przyjdzie jej za to słono zapłacić. W jej domu zjawia się bestia i zabiera ją ze sobą do krainy Fae, pełnej niebezpiecznych istot, gdzie będzie musiała zmierzyć się z pewną tajemnicą dworu i odkryć, coś co chciano przed nią zataić.

Moje odczucia? Uwielbiam  pióro pani Maas i właściwie nie mam co się przyczepić do „Dworu…”, ale nie jest to coś, co zachwyciło i wciągnęło mnie tak jak „Szklany tron”. Fabuła była przemyślana i intrygująca, nie nudziłam się, ale zabrakło mi tamtego klimatu. Akcja rozwija się bardzo powoli, pierwsze sto stron jest nudnawe i łatwo wtedy odłożyć książkę i o niej zapomnieć. Potem jest już trochę lepiej, wreszcie coś zaczyna się dziać i zakłóca miłą sielankę we dworze, gdzie Feyra nie musi już zarabiać na utrzymanie siebie i sióstr. Na samym końcu powieści – kto przeczytał ten wie :) – znajdujemy się na dworze Amaranty, jednej z ważniejszych postaci, i dla mnie to był gwóźdź do trumny.  Niedorzeczność goniła niedorzeczność. Zadania postawione przed Feyrą, żenująco prosta zagadka, zakończenie.

Sposób pisania i kreowania bohaterów, którym tak przekonała mnie pani Maas w „Szklanym tronie”, tutaj okazał się jedną z mocniejszych stron tej powieści. Feyre, czyli główna bohaterka, to biedna dziewczyna odpowiedzialna za resztę rodziny, która bez niej nie ma szansy na przeżycie. Ogólnie motyw znany m.in. z „Igrzysk śmierci”, ale w końcu nie da się napisać czegoś zupełnie, zupełnie nowego, dla mnie nie było to czymś, co w jakikolwiek sposób mnie zirytowało. Postać ta napisana jest bardzo dobrze, bo trudno nie żywić wobec niej jakichś uczuć. Osobiście nie jestem zachwycona jej charakterem czy postępowaniem, brakuje mi w niej czegoś, co sprawiłoby, że byłaby cieplejsza w odbiorze. Jej postępowanie czasami, mimo że jest odważne, jest zwyczajnie głupie, a ona sama nie potrafi spojrzeć na swoją sytuację racjonalnie. Tamlin, czyli nasza Bestia, nie był dla mnie szczególnie przerażający i to chyba jedyna postać, co do której mam obojętne uczucia. Jest dla mnie jednym z wielu tego typu postaci, które mają być waleczne, odważne i nieco przerażające, a w gruncie rzeczy dobre i bez wad – tutaj to mnie lekko rozczarowało. Sceny z nim i z Feyrą, ich rozmowy i spotkania były drętwe i mdłe, a sami ich związek zwyczajnie schematyczny i łatwy do przewidzenia. O wiele bardziej jestem ciekawa Rhysa, który pojawił się tak na dobre dopiero na samym końcu i zaintrygował mnie o wiele bardziej niż nijaki Tamlin. To właśnie on i Lucien, inny z dworzan Wiosny, a także siostry Feyry są o wiele ciekawsze od głównych bohaterów.

Podsumowując – dobrze, że nie odłożyłam książki po stu nudnawych stronach i czytałam dalej. Zdecydowanie na plus można wymienić świetne pióro autorki, jej umiejętność kreowania pobocznych postaci, ale według mnie minusy przeważają plusy. Jednak ja spodziewałam się czegoś lepszego po autorce „Szklanego tronu” i szczerze powiedziawszy, nie rozumiem zachwytów nad tą powieścią.  Nie żałuję jednak przeczytania jej, bo czasami trzeba przeczytać coś słabego, żeby docenić te dobre powieści.

13 komentarzy:

  1. Nie czytałam ani "Szklanego tronu" ani "Dworu Cieni i Róż" i hm... Pomimo pozytywnych dość opinii na razie nie mam zamiaru sięgać po jej dzieła, ale kiedyś na pewno. Musi na to nadejść właściwa pora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie lepszy "Szklany tron". Jestem właśnie po czwartej części i, wow, to jest tak dobre...

      Usuń
  2. A mi właśnie o wiele bardziej od Szklanego tronu podobał się Dwór cierni i róż i nie mogę doczekać się kolejnej części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też bywa :) Zaczynam być teraz właśnie strasznie ciekawa drugiej części i chyba jednak przeczytam.

      Usuń
  3. Ja jeszcze nie czytałam żadnej książki tej autorki. Do Szklanego tronu mnie w ogóle nie cięgnie, ale może skuszę się na tą, bo jak na razie to widzę same zachwyty nad nią ;)
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak, "Szklany tron" jest naprawdę świetny, mam nadzieję, że kiedyś zacznie cię ciągnąć :)

      Usuń
  4. "Szklany tron" jakoś specjalnie mnie nie porwał i nie wiem czy chce się znów spotykać z autorką. Może kiedyś. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze wrażenie o książce skojarzyło mi się z sagą autorki "Kwiatów na poddaszu" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie nie rozumiem dlaczego :) Powiesz?

      Usuń
  6. Mam ją na swojej półce i czekam tylko na moment, w którym zacznę ją czytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta książka może i nie jest najlepszym dziełem Pani Maas, ale za to "Dwór mgieł i furii" jest arcydziełem! Wszystkie wady, które wymieniłaś w tej powieści, tam zostały zlikwidowane, a zalety jeszcze bardziej rozwinięte.
    Dlatego gorąco polecam kontynuowanie tej serii! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie przeczytam, poczułam się bardzo przekonana!

      Usuń