niedziela, 19 lipca 2015

#17. "Toxic" - Rachel van Dyken



Tytuł: Toxic
Autor: Rachel Van Dyken
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 3 czerwca 2015
Ilość stron: 320

Każdy kryje jakąś tajemnicę ... Gabe Hyde żyje na kredyt. Od czterech lat ukrywa swoją prawdziwą tożsamość przed światem, który niegdyś obsesyjnie go uwielbiał. Jeden niewłaściwy krok doprowadził go na skraj szaleństwa. krok, który na zawsze zmienił ścieżkę jego życia. Udawanie nie prowadzi do niczego dobrego, zwłaszcza, gdy grasz kogoś innego przed tymi, którym najbardziej na tobie zależy. Ale gdyby ktoś kiedyś odkrył prawdę, to nie jego życie stanęłoby pod znakiem zapytania – ale jej.
 Saylor nie nienawidzi mężczyzn. Tylko Gabe’a. Ten lekkomyślny, beztroski, w czepku urodzony gość to prawdziwa sól w jej oku. Który sprawia tylko, że wszystko coraz bardziej się gmatwa. Niestety, jest takie miejsce, w którym ich spotkania są nieuniknione. Dom opieki. Gdyby tylko tak się nawzajem nie pociągali… Im bliżej są ze sobą, tym więcej pytań powstaje w Saylor. Bo Gabe coś ukrywa.
 Co się stanie, gdy te dwa światy na siebie wpadną? Dwa światy, które nigdy nie powinny się spotkać? Czy on zniszczy wszystkich, których kocha? Czy w końcu uzyska odkupienie, o którym marzy od czterech lat?
 Każdy kryje jakąś tajemnicę… a ty? (opis wydawnictwa)


Gabe Hyde, przyjaciel Wesa i Kiersten z "Utraty", ma własne problemy. Kilka razy w tygodniu odwiedza w ośrodku dla psychicznie chorych pewną dziewczynę, do tego ukrywa się przed swoim ojcem. Niestety zaczyna węszyć wokół sprawy związanej z dziewczyną i Gabe jest przez niego szantażowany. Do tego wszystkiego na każdym swoim kroku napotyka pewną pianistkę.

Uwielbiałam Gabe'a z "Utraty" i zupełnie nie spodziewałam się tego, co autorka zgotowała mu w "Toxic". Dziwnie było czytać z nim jako narratorem, bo chłopak pod maską swojego poczucia humoru i wyluzowania, ukrywa wielkie pokłady rozgoryczenia. Jest rozdarty wewnętrznie, samotny, za jedynego powiernika ma kuzynkę Lisę, a do tego jego własny ojciec chce go pogrążyć i rzucić na pastwę mediom. Gabe znowu wraca do muzyki i podczas jednej z jego prób spotyka podsłuchującą go Saylor. Od tamtej pory ma wrażenie, że napotyka ją wszędzie. Obydwoje są wobec siebie złośliwi i za to ich polubiłam. Nawet ta nowa zła wersja  Gabe'a zupełnie mnie oczarowała. Wes, który praktycznie nie znał go wcześniej, teraz na własną rękę odkrył prawdę i stał się jego przyjacielem.

Właściwie wszystko dzieje się w kilku miejscach - w mieszkaniu Lisy i Kiersten, w ośrodku czy sali muzycznej, z nielicznymi wyjątkami. Poznajemy historię z punktu widzenia i Gabe'a, i Saylor, co jest dużym plusem, bo pokazuje jak to jest naprawdę z tymi ich spotkaniami.

Duży plus należy się "Toxic" za dobre rozwinięcie wątku ukrywania się Gabe'a i jego związku z dziewczyną z ośrodka, Księżniczką. Autorka stopniowo pokazuje, co się wydarzyło i namnaża nam domysłów. Gdy w końcu dowiedziałam się, kim naprawdę jest Gabe opadła mi szczęka, bo miałam przed oczami (może być uznane za spojler) to zdjęcie i po prostu nie potrafiłam połączyć Gabe'a z gościem, którym był. A do tego sposób, w jaki zachowywali się rodzice jego i Księżniczki był szokujący.

Podsumowując - "Toxic" wydaje mi się trochę lepszą książką niż "Utrata". Główny bohater nosi w sobie o wiele mocniejsze uczucia, ma wiele na sumieniu i pełne prawo do obwiniania siebie. Mimo to, potrafił przyjąć odpowiedzialność za swoje czyny i nie odwrócić się plecami w potrzebie. Nawet z tego można wysnuć kilka morałów, które powinno się przemyśleć po przeczytaniu "Toxic" i zastanowić się, co zrobiłabyś/zrobiłbyś na miejscu Gabe'a.

Ocena - 8/10

piątek, 17 lipca 2015

#16. "19 razy Katherine" - John Green


Tytuł: 19 razy Katherine
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 4 czerwca 2014
Ilość stron: 304

Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.(opis wydawnictwa)

Byłe genialne dziecko - Colin Singleton zostaje porzucony przez dziewczynę o imieniu Katherine. Po raz dziewiętnasty. Pod wpływem swojego najlepszego przyjaciela Hassana decyduje się jechać na wyprawę w nieznane - po prostu wsiadają w samochód i jadą przed siebie. Takim sposobem trafiają do Gutshot, zapadłej mieściny słynącej z grobu księcia Franciszka Ferdynarda i tam poznają Lindsey Lee Wells. Dzięki niej chłopcy dostają propozycje dość niezwykłej pracy w fabryce sznurków do tamponów, a Colin wpada na genialny pomysł, który sprawi, że zostanie zapamiętany. A do tego rozwiąże wszystkie swoje problemy z Katherine'ami. Zaczyna swój Teoremat, czyli funkcję matematyczną, która obliczy, kto i kiedy z kim zerwie, na podstawie wielu zmiennych: skłonności do bycia Porzucającym lub Porzucanym, popularność, itp.

Akcja kręci się głównie wokół pracy Colina, Hassana i Lindsay, czyli zbieraniu informacji o Gutshot oraz problemach egzystencjonalnych Colina. Chłopak czuje jakby zmarnował swój potencjał, bo nic nie osiągnął w życiu, uczestniczy we własnym wyścigu szczurów, układa anagramy do wszystkiego i przede wszystkim cierpi po stracie kolejnej Katherine. I oczywiście udoskonala swój Teoremat. Mamy też małe śledztwo i polowanie na dzika - ogólnie na oryginalność fabuły nie ma co narzekać.

Niestety, jest jeden gigantyczny, olbrzymi, monstrualny minus, który świecił mi na czerwono przed oczami podczas czytania tej książki. Przeczytałam wszystkie książki Johna Greena. W każdej z nich dostrzegłam ten sam schemat. Nawet wyobrażam sobie sytuację, gdy pan Green siedzi przy biurku i układa konsepkt:

Hmmm, no tak, narratorem będzie zwykły chłopak, ale nie dość zwykły, żeby nijaki nie był to mu dołożę coś oryginalnego. Niech układa anagramy, dobrze mu tak. I musi mieć najlepszego przyjaciela. Do tego dołożę jakąś czarującą panienkę w tle. Genialne!

I tak powstało :
"Szukając Alaski" - główny bohater: Miles, przyjaciel: Pułkownik, dziewczyna: Alaska
"Papierowe miasta" - główny bohater: Quentin, przyjaciel: Ben, dziewczyna: Margo
"Will Grayson, Will Grayson" - główny bohater: Will, przyjaciel: Kruchy, dziewczyna: Jane
"19 razy Katherine" - główny bohater: Colin, przyjaciel: Hassan, dziewczyna: Lindsay
"Bożonarodzeniowy cud pomponowy" - główny bohater: Tobin, przyjaciel: JP, dziewczyna: Diuk

A nawet można pokusić się o stwierdzenie (tu się już czepiam :)), że Gwiazd naszych wina też zostało napisane poprzez ten schemat, ale tutaj dziewczyna została obsadzona w roli narratorki, a Gus i Isaac są parą przyjaciół.
Wydaje mi się, że John Green chce być tak oryginalny w swoich powieściach, że zapomina, że ktoś juz go ubiegł i tym kimś był on sam.

"19 razy Katherine" zahacza też o dobrze znane z poprzednich książek pana Greena motywy, czyli o poszukiwanie samego siebie i dążenie do celu. Jest mocno rozwinięty wątek przyjaźni między Hassanem a Colinem  oraz problemów z akceptacją samego siebie. Podobała mi się jednak o wiele mniej niż moje dwie absolutne ulubienice, czyli "Papierowe miasta" i " Szukając Alaski"*, ale jest lepiej niż "Will Grayson, Will Grayson" i opowiadanie z "W śnieżną noc".

Podsumowując - "19 razy Katherine" nie jest złą książką. Jest zabawna, dowcipna, a jednocześnie z przesłaniem i skłaniająca do myślenia. Jej jedyną wadą jest schematyczność w porównaniu do reszty dorobku autora i kole to w oczy.

Ocena:
jako oddzielna książka - 9/10
jako część dorobku autora - 5/10


* "Gwiazd naszych wina" traktuję jako osobny, genialny byt. :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Liebster Blog Award #6


Zapraszam na kolejny LBA, do którego tym razem zostałam nominowana przez Magdę z Przystanku Bookstock, za co bardzo dziękuję!


1. Kim i gdzie chcesz być za 10 lat?
To ciekawe pytanie... :) Myślę, że za 10 lat będę pracować w jakimś szpitalu psychiatrycznym, mieć własny dom i rodzinę. No naprawdę nie mam pojęcia. Życie lubi zaskakiwać.

2. Jeśli mogłabyś przybierać postać jednego ze zwierząt, to jakie zwierzę by to było?
Chyba byłabym sową. Bo umie latać, nikt na nie nie poluje i jest takim szanowanym zwierzęciem :)

3. Czym oprócz książek się interesujesz? Może nawet coś kolekcjonujesz?
Jestem dość nudnym człowiekiem, bo nie mam żadnych szczególnych pasji. Dużo czasu spędzam nad angielskim i biologią, bo lubię te przedmioty. Jedyną manią, jaką mam to mania imiennicza, bo imiona i ich etymologia są strasznie ciekawe. Wiedzieliście, że imię Natalia według tradycji powinno być nadawane dziewczynkom urodzonym w Boże Narodzenie? :) Cóż, moi rodzice chyba nie, bo urodziłam się w środku lipca...
Co do kolekcjonowania, to zamierzam od nowa zacząć hodować kaktusy :)

4. Jakiej muzyki słuchasz? Jaki jest twój ulubiony artysta/zespół?
Kurcze, naprawdę nie jestem w stanie określić jakiego typu slucham, zupełnie się na tym nie znam. Uwielbiam Queen, Guns'n'Roses, Green Day, Linkin Park, The Cure, The Clash, The Civil Wars, Depeche Mode, Arctic Monkeys, The Fray, Coldplay, OneRepublic, Leonarda Cohena, Amy Winehouse, Kodaline.
O, ostatnio zasłuchuję się w link. Przerażającohipnotyzująca.  

5. Jeśli miałabyś określić swój charakter w trzech słowach, to jakie słowa by to były?
Uparta, skryta, optymistyczna.

6. Czego się najbardziej boisz?
Kaczek (przykra historia z dzieciństwa). Końca świata (wiecie, nagła fala jak w filmie 2012). Śmiertelnej choroby (jestem hipochondrykiem, ale walczę z tym :)). Zdrady przez przyjaciela/ukochanego (dlatego mam duże trudności z zaufaniem do ludzi).

7. Co cię najbardziej uszczęśliwia?
Gdy coś mi się udaje, mimo że wątpiłam w to. Osoby, które przywracają mi wiarę w ludzi. Dobry humor innych. No i jedzenie :)

8. Jakie imiona chciałabyś nadać swoim dzieciom?
To pytanie jest zdecydowanie moim ulubionym :3
Moje serce zdecydowanie podbija zestaw Ida Hermiona, bo nie jestem na razie na tyle odważna, żeby dać Hermiona na pierwsze. Dla drugiej córki - Emilia Alaska. Uwielbiam imię Alaska dzięki wspaniałej, inspirujacej książce "Szukając Alaski", ale jest tak samo jak w przypadku Hermiony. Oprócz nich podobają mi się dla dziewczynek imiona: Adela, Emma, Felicja, Larysa, Nadzieja, Wanda i mnóstwo innych.
Z męskimi trochę gorzej, ale mam jedno totalnie uwielbiane przez siebie imię, które jest fantastyczne - Edmund. Czyż nie jest genialne? :) Oprócz tego: Adam, Eryk, Feliks, Gideon (tak samo jak w przypadku Hermiony i Alaski, brakowałoby mi odwagi, niestety), Jan, Krzysztof, Mateusz, Michał, Marek, Paweł, Sylwester, Sebastian (choć to ostatnie źle mi się kojarzy przez Morgensterna hahahaha).
Podsumowując - gdybym miała wybierać bez przejmowania się, co ludzie powiedzą (z czego staram się wyleczyć) to nadałabym: Hermiona, Alaska, Edmund, Gideon. Zabójczy zestaw buahahahaha :)

9. Jaki był przełomowy moment w twoim życiu?
Przełomowym momentem w moim życiu okazał się mój wypadek. Gdy przewieziono mnie do szpitala, przez przypadek usłyszałam, jak lekarz mówi moim rodzicom, że brakowało dwóch centymetrów, a jeździłabym na wózku. Skończyło się jednak na gipsie, szyciu i leżeniu przez dłuższy czas, a teraz tylko mnóstwo blizn mi o tym przypomina. Ale to zupełnie zmieniło mój sposób myślenia, system wartości i zaczęłam żyć bardziej po swojemu. Wreszcie dotarło do mnie coś niebywale prostego - że mam jedno życie i tylko ode mnie zależy jak je przeżyję :) Polecam poczyta ten genialny blog Marty, który pomógł mi sobie to uświadomić.

10. Jaka jest twoja ulubiona książka?
Ale tak że tylko jedna? :0 Nie, nie każ mi wybierać! :) Mogę podać co najwyżej kilka, po prostu nie jestem w stanie zawęzić: Rilla ze Złotego Brzegu, Papierowe miasta, Szukając Alaski, Duma i uprzedzenie, Igrzyska śmierci, Harry Potter i Insygnia śmierci, Wybacz mi Leonardzie.

11. Z jaką postacią literacką chciałabyś się umówić?
Z Willem Herondalem bez dwóch zdań! :)

Moje pytania:
1. Jakie są Twoje plany na przyszłość?
2. Wolałabyś mieszkać w domu jednorodzinnym pod miastem czy w wieżowcu w centrum miasta?
3. Jakie miejsce chciałabyś odwiedzić?
4. Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
5. Jak wygląda twoja biblioteczka?
6. Jakie imiona nadałabyś swoim dzieciom?
7. Wolałabyś mieć same córki czy samych synów?
8. Czy czytasz jakieś blogi oprócz książkowych?
9. Trzy gadżety bez jakich się nie obędziesz to?
10. Kiedy ostatni raz byłaś u fryzjera? :)
11. Masz rodzeństwo?

Nominuję:
Tetianę
Patrycję
Milkę
Sophie

I na sam koniec mam do was pytanie. Co sądzicie o serii postów, w których pisałabym wam o moich teoriach dotyczących zakończeń danej serii? Na pierwszy ogień poszłaby "Następczyni" Kiery Cass i jej niewydana kontynuacja. Piszcie w komentarzach :)

#15. "Utrata" - Rachel van Dyken


Tytuł: Utrata
Autor: Rachel Van Dyken
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 4 lutego 2015
Ilosc stron: 304

Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Ścigają ją koszmarne echa wydarzeń sprzed dwóch lat. Od tamtej pory woli unikać zobowiązań, a smutek jest jedynym znanym jej – i dlatego bezpiecznym – uczuciem. Gdy poznaje Westona, wydaje się, że dzięki niemu wyjdzie z ciemności na słońce.
 Ale nie wie, że czas nie jest jej sprzymierzeńcem. Choć Wes sądzi, że potrafi ją ocalić, to dając jej wszystko, jednocześnie wszystko zniszczył. Próbował ją ostrzec, ale jak można przygotować się na coś takiego?
 Czasami musisz się śmiać, by nie wybuchnąć płaczem. A czasami, gdy myślisz, że to już koniec – to jest dopiero początek… (opis wydawnictwa)

Kiersten już na samym początku swojego akademickiego życia wpada na Wesa, który ma oczywiście jest bajecznie przystojny, bogaty, wychwala jej urodę i zmaga się z tajemnicą. On pomaga jej przełamać własne lęki po stracie rodziców, ona staje się dla niego kimś, dla kogo warto walczyć.

Jak widać nie jest to zbyt oryginalny pomysł. Po kilkudziesięciu stronach miałam ochotę zamknąć tą książkę, ale jedyne, co mnie przekonało to to, że chciałam dowiedzieć się, co ukrywa Wes. Ta jego tajemnica była dość przewidywalna i z ulgą odkryłam, że moje wyćwiczone przez Agatę Christie umiejętności detektywistyczne nadal mają się dobrze. Niestety, udało mi się także przewidzieć zakończenie.

Jednak mimo to "Utrata" bardzo mi się spodobała, mimo tych dwóch wad. Przewyższyła inne książki z tego gatunku i myślę, ze może kiedyś nawet do niej wrócę. Znalazłam trzy główne zalety:

Po pierwsze - bohaterowie. Wesa nie da się nie lubić, tak samo jak Kiersten. On nie jest typowym podrywaczem ukrywającym swoją wrażliwą stronę. Wytrwały, uparty i sympatyczny, nie żyje wyłącznie swoim problemem, a co najważniejsze - traktuje Kiersten z szacunkiem, czego nie można powiedzieć o bohaterach wielu innych młodzieżówek. W Kiersten za to spodobało mi się to, ze gdy  Wes przedstawił jej swój punkt widzenia na pewną rzecz dotyczącą jej rodziców, ona przemyślała to i zgodziła się z nim, kończąc tym samym użalanie się nad sobą i tak ciągle roztrząsanie tego. Widać, że bardzo jej pomógł. Przyjaciele Wesa i Kiersten - kuzynostwo Gabe i Lisa także są bardzo naturalni i charakterystyczni. To ze względu na genialnego Gabe'a przeczytałam "Toxic", która jest właśnie o nim.

Po drugie - związek Wesa i Kiersten. Opiera się głównie na tym, że dobrze się poznali i po prostu do siebie pasują, a nie na fizycznej stronie ich relacji. Dlatego wydaje się głębszy i bardziej prawdziwy, mimo krótkiego czasu ich znajomości.

Po trzecie - nadzieja. Ta książka to idealny przykład na to, że trzeba wierzyć w ludzi, mimo że niektórzy ranią, w swoje możliwości, być wytrwałym i otaczać się prawdziwymi przyjaciółmi. Gdy następuje wielkie bum, potrzebujący nie zostaje sam. Gdyby autorka chciała podkręcić trochę dramatyzm, pewnie związek Wesa i Kiersten by się rozpadł albo ktoś byłby zazdrosny o kogoś, zarzuciliby się wszyscy wzajemnie oskarżeniami, a tu mamy postawione na prostotę i jedność.

Podsumowując - "Utrata" przywróciła mi wiarę w miłość i istnienie prawdziwej przyjaźni. Jest o wiele lepsza od innych książek z tego gatunku, o wiele bardziej prawdziwa i ciepła. Zżyłam się z bohaterami bardziej niż zwykle, zastanawiałam nad ich losami. Nie płakałam w żadnym momencie, ale myślę, że wrażliwszym ode mnie poleje się kilka łez.

Ocena - 7/10

#14. Piąta fala. Bezkresne morze - Rick Yancey



Tytuł: Piąta fala. Bezkresne morze
Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania:8 października 2014
Ilość stron: 512


Recenzja poprzedniej części – klik

Porywająca kontynuacja „Piątej fali”!

Ci, którym udało się przeżyć kolejne fale inwazji Obcych, zrozumieli, że by przeżyć w nowej rzeczywistości, nikomu nie można ufać. Konflikt dwóch cywilizacji wkracza na zupełnie inny poziom. Ocaleć może tylko jedna ze stron. Dlaczego bezcieleśni Obcy chcą wymazać z powierzchni Ziemi ostatnie ślady ludzkiej cywilizacji? Jak Cassie i jej przyjaciele zamierzają przetrwać okrutną zimę i czy uda im się znaleźć sposób na pozbycie się najeźdźców?

Jeden z najlepszych cykli science fiction ostatnich lat to pasjonująca opowieść o sile ludzkiego uporu i odwadze mimo wszystko. (opis wydawnictwa)

Cassie dzięki pomocy Bena udało się uwolnić swojego małego braciszka i teraz cała trójka razem z Dumbo, Pączkiem, Ringer i Filiżanką ukrywają się przed najeźdźcami. Niestety, Ringer i Filiżanka szybko wpadają w kłopoty, a Cassie i Ben jako najstarsi i najbardziej doświadczeni muszą odpierać kolejne ataki (jedne bardziej subtelne, drugie mniej), które mocno nadwyrężają ich siły oraz wiarę we własne możliwości.

Tak samo jak w pierwszej części, fabuła jest opowiadana z kilku różnych punktów widzenia. Tutaj jest to w dużej mierze Ringer i Cassie, a kilka rozdziałów jest pisanych z punktu widzenia Evana i Pączka. Podobał mi się ten zabieg, bo mogliśmy lepiej poznać nie tylko fabułę, ale i bohaterów. Można jednak śmiało stwierdzić, że akcja przebiega dwutorowo – wydarzenia opowiadane przez Ringer, gdy zostaje zabrana przez Przybyszy i Cassie, która zostaje z Samem i resztą.

Dokładnie tak jak pierwsza część, książka przepełniona jest akcją i trzeba naprawdę się skupić, żeby się nie pogubić w natłoku wydarzeń. Wszystko dzieje się strasznie szybko i dość chaotycznie, a autor pisze w dość ciężki do czytania sposób, co jest małym minusem. Czasami miałam ochotę odłożyć książkę na bok, ale byłam zbyt ciekawa, co będzie się dalej działo z bohaterami. Ale ten mankament nie zmienia tego, że przeczytałam ją w zaledwie dwie i pół godziny.

Podoba mi się, że poznajemy lepiej Ringer. Dziewczyna, która pełniła niezbyt dużą rolę w pierwszej części, teraz jest jedną z głównych postaci. Widzimy jej antypatię do Cassie, mieszane uczucia, co do Bena oraz silną więź z małą Filiżanką. Gdy poświęca się dla dziewczynki i oddaje w ręce Przybyszów, dowiadujemy się, co nieco na temat jej samej, jej ojca,  miłości do szachów i życiu przed inwazją, a wszystko za pomocą Brzytwy (znowu te dziwaczne przydomki, nie wiem, dlaczego ten akurat przetłumaczony), chłopaka który dostał za zadanie opiekować się nią.

„Piąta fala. Bezkresne morze” ma też jeden plus. Wielbiciele niejednoznacznych wątków miłosnych i skomplikowanych relacji między bohaterami znajdą coś dla siebie. Mały braciszek Cassie chce spędzać czas głównie ze swoim ukochanym Zombie ’m, oddala się od siostry, jest relacja Filiżanki i Ringer na zasadzie „kto się lubi, ten się czubi”. Co do samych wątków miłosnych to mam totalny mętlik w głowie. Nie wiadomo, kto co czuje do kogo, kto będzie z kim. Właściwie to każdy jest jakoś z kimś powiązany. Ringer i Brzytwa. Ringer i Ben. Cassie i Ben. Cassie i Evan. Osobiście jestem za pierwszym i trzecim, ale pozostaje to wielką niewiadomą.

Podsumowując – „Piąta fala. Bezkresne morze” to kontynuacja pierwszej części nie odstająca od niej poziomem. Trzeba jednak pamiętać, że są to powieści science-fiction i nie każdemu może to przypaść do gustu. Warto się zapoznać z tą serią, bo jest bardzo realistyczna, na przykład dzięki rozmowom Bena i Cassie o Facebooku czy liceum,  a pokazuje nam coś zupełnie z kosmosu. Dosłownie i w przenośni.


Ocena – 8/10